sobota, 23 marca 2013

:c

Z przykrością zawiadamiam, iż zawieszam bloga na czas nieokreślony. Nasze pisanie wyraźnie straciło zapał, dlatego nie zdziwcie się, jeśli przyjdę do Was z nowym, świeżym, nietypowym pomysłem. Póki co, dalsze działanie Akademii Niespokojnych Myśli stoi pod znakiem zapytania. Przepraszam, za wszelkie 'niespełnienia' z tym związane. Blog być może powróci do działalności, o ile znajdziemy wszyscy w sobie nową moc, aby dalej rozwijać naszą Akademię. Ale teraz czas na przerwę.
Little Girl

Od Diany C. D. Jamesa

Patrzyłam na niego zła. Zmuszał mnie do tego. Wiedział, że mogę go zabić, ale wtedy on traci życie a ja zostanę wyrzucona z akademii.
- Nie zrobię tego. Wyjdź stąd James. - powiedziałam i rozluźniłam dłoń.
- Czemu tego nie zrobisz? Jesteś za słaba? - spytał zły.
- Wyjdź!!! - krzyknęłam na niego. Okna się otworzyły, a do środka mocno zawiało. Wszystko stało się tak szybko. Odłamki szkła z pidłogi poleciały w stronę Jamesa, a jeden wbił się w niego. W jednej chwili już nie czułam gniewu. Teraz jedyne co czułam to poczucie winy. Wiatr przestał wiać, a ja podeszłam do Jamesa.
- Przepraszam. - wyszeptałam.
(James?)



Od Cassie C. D. Joe

Spojrzałam na Joe. Przytaknął głową co dodało mi otuchy, więc odwróciłam się do Mercy.
- To dziwne... uczucie. Czuję się bezsilna, że nic nie jestem w stanie zrobić. Ona wie, czego się najbardziej boję. - głos mi się załamał.
- Już dobrze. Powiedź. - powiedziała Mercy.
- Ona każe mi widzieć zjawy. Wszystkie, dobre i złe. - zamknęłam oczy. - Ale najgorsze jest to, że jej magia jest silna. I stara się mnie pozbyć.
- W jaki sposób? - spytał Joe.
- Ona cierpi z powodu Luke'a. Słyszałam jej głos. Chce, żebym cierpiała z powodu ciebie.
Spojrzałam na Joe.
(Joe, Mercy?)

Od Willa C. D. Deatch


Usiadłem obok niej.
- Lubisz siedzieć tak sama?
- Nie za bardzo... Tylko, że jestem tutaj nowa i nie znam nikogo.
- A obejrzałaś całą akademię? Jak co to chętnie Ci oprowadzę. Jeśli chodzi o znajomych i przyjaciół to jest tutaj wiele ciekawych i fajnych osób. Bo przecież każdy na pokrewną duszę, a może to tylko wymysły? Nie wiem, ale w coś trzeba wierzyć, taka już nasza natura.

(Deatch?)



Od Joe C. D. Emmy

[...]
- Specjalizacja Magii, Żywiołu, Człowieka - odparłem wymijająco.
- I?
- Kierunki Magii Zwierząt, Ziemi, Magia Uzdrawiająca.
- I?
- Nie przestaniesz, prawda? - zaśmiałem się. - Porozumiewanie się ze zwierzętami, rozmowa z nimi, władza nad nimi, uzdrawianie i Magia Ziemi.
(Emmo?)

Od Emmy C. D. Joe


-Przykro mi-powiedziałam a z chmury zaczął padać deszcz-przepraszam już to naprawiam-chmura odleciała
-Twoja moc?-spytał podnosząc jedną brew
-Jedna z trzech,bo rozumiem też mowę zwierząt i przemieniam się-uśmiechnęłam się
-A w co się przemieniasz?-spytał z uśmiechem
Zaśmiałam się
-W każde zwierzę od kota po ptaki raz udało mi się przemienić w fokę i lwa, a ty jakie masz moce?-spytałam
<Joe dokończ>

czwartek, 21 marca 2013

Od Deatch





Niepewnie otworzyłam drzwi do klasy. Troszkę się spóźniłam i było mi strasznie głupio.
Gdy przekroczyłam próg zauważyłam, że każdy zajął już swoje miejsce i teraz patrzył w moją stronę. Poczułam jak się powoli zaczęłam rumienić.
-Dz, dzień dobry-powiedziałam niepewnie- Przepraszam za spóźnienie, a...ale zaspałam.
-No ładnie, pierwszy dzień, a ty się spóźniasz!-krzyknęła nauczycielka- Zajmij miejsce w tamtej ławce-powiedziała wskazując na ławkę w której siedział jakiś chłopak. Usiadłam tam i zaczęłam się rozpakowywać.
Po lekcjach pobiegłam do pokoju przebrać się. Postanowiłam troszkę pomyszkować po akademii i poznać jej zwyczaje.
Gdy wyszłam na dwór był już zmrok. Usiadłam na trawie i zaczęłam się przyglądać zachodzącemu słońcu. W końcu poczułam na sobie czyiś wzrok. Pośpiesznie się obróciłam. To był chłopak z ławki.
-Cześć jestem Will-przedstawił się. Pomyślałam, że wypadało by się przywitać.
-Hej, ja jestem Deatch- odpowiedziałam-Co ty tu robisz?
-Chciałem poznać koleżankę z ławki, nie wolno mi?-spytał z uśmiechem na twarzy.
-Wolno, tak tylko się pytam 
(Will?)

Od Joe C. D. Emmy

[...] Westchnąłem.
- To przykre. Nie wiem jak wyrazić współczucie, bo sam nigdy nie byłem kochany i sam nie kochałem swoich rodziców. Nie wiem jak to jest, gdy tracisz miłość, nawet, gdy masz ją tak krótko. Ja sam jestem jednym ze sprawców śmierci ukochanej siostry, najcudowniejszej, pierwszej kobiety w moim życiu.
(Emmo?)

Od Emmy C. D. Joe


-Dziękuję-powiedziałam drżącym głosem i uśmiechnęłam się w jego stronę-że mnie oprowadziłeś
-Nie ma za co-machnął ręką
-Gdyby rodzice mogli mnie teraz zobaczyć-westchnęłam
-A co się z nimi stało?-spytał
Popatrzyłam na niego z posmutniałą miną
-Gdy miałam 3 latka zginęli w wypadku-mruknęłam a po poliku ściekła mi łza którą w mgnieniu oka starłam a nad nami (przez mnie) pojawiła się burzowa chmura
<Joe dokończ>

Od Jamesa C. D. Diany

[...]
- Śmiało. Zabij mnie - syknąłem, patrząc na Dianę obojętnie. - Za to, co wszyscy mu robicie. Nie znasz mnie. Nawet nie znasz namiastki tego, co przeżyłem. Zabij mnie.
(Diano?)

Od Diany C. D. Jamesa

- James. - cofnęłam się. Muszę przyznać, że się go przestraszyłam.
- Proszę. Nie bój się. - powiedział i podszedł do mnie.
- To ty go do tego doprowadziłeś. Skrzywdziłeś go. To przez ciebie!
Nie mogłam zapanować nad gniewem. Parę fiolek na półce zaczęło pękać.
- Uspokój się. - powiedział spokojnie James.
- Nie mogę. Wiem co czujesz. Ty i Luke. A teraz...
Zacisnęłam pięści, a kolejne fiolki pękły i szkło upadło na podłogę.
(James?)

Od Joe C. D. Cassie

[...] Odwzajemniłem jej uścisk, przekręcając się pod kocem.
- Cassie, nie wiem jak sprawić, abyś czuła się bezpieczna. Wiem, że chcę Cię bronić. Ale.. Ale nie wiem, czy mam wystarczająco siły - wyznałem szczerze. - Za to znam kogoś, kto potrafiłby zmierzyć się z Cathariną. Kto potrafiłby odgonić od Ciebie magię Cathariny. Choć, musimy znaleźć Mercy.
Wyciągnąłem dłoń w kierunku Cassie. Chwyciła ją i pozwoliła się prowadzić. Ruszyłem w kierunku Akademii, czując naciskające, napierające na nas ciśnienie: wynik czarów kochanki Luke' a. Z trudem ustałem na nogach, gdy stanęliśmy pod oknem pokoju Jaspera. Zagwizdałem, a brat otworzył niemal natychmiast.
- Joe - rzucił niecierpliwie.
- Przyprowadź nam Mercy.
- O nie. Chyba nie zacząłeś wojny z Cathariną? - syknął, przerażony. Od razu mnie przejrzał. Mercy była w stanie posłać ukojenie od strachu dla Cassie. Mogła posłać olbrzymią ilość energii w stronę Cathariny, łamiąc jej bariery ochronne. Jako jedyna, mogła z nią walczyć. Milczałem, więc Jasper uznał to za potwierdzenie:
- Ty głupi, samolubny gnojku. Zginiemy wszyscy - mruknął i znikł. Po chwili przed nami pokazała się jaskółka, z której wyłoniła się Mercy.
- Zabiję Cię, idioto. Was wszystkich zabiję - warknęła, mierząc we mnie palcem.
- Też Cię kocham.
- Joe, czy Ty nie rozumiesz w co się pakujemy? Jeżeli przegram, wszyscy zginiemy. Oprócz Luke' a, którego ta uzależniona kobieta zacznie więzić. Chcesz tego?
- Nie. Chcę tylko, abyś uspokoiła strach Cassie.
Zamurowało ją. Mercy zamrugała kilkakrotnie oczami. Otrząsnęła się z zaćmienia i spojrzała w stronę kulącej się przy moim ramieniu dziewczyny.
- My się chyba nie znamy?
- Mercy, to jest Cassie Dragomir, siostra Diany. Cassie, to Mercy, moja... - uniosłem pytająco brew.
- Była kochanka, a także najlepsza z przyjaciółek? - rzuciła złośliwie i uśmiechnęła się do Cassie. - Nie, żartuję rzecz jasna. Cassie, tak? Opowiedz mi, jakie dręczą Cię strachy.
(Cassie?)

Od Cassie C. D. Joe

Opuściłam kąciki ust i zastanawiałam się. Prowadziłam wewnętrzny monolog. Z jednej strony pragnęłam Joe. Z drugiej bałam się. Po chwili poczułam straszny ból i złapałam się za głowę. Usłyszałam głos:
"Znam cię Cassie. Nie popełniaj więcej tego błędu, bo źle się to dla ciebie skończy!"
Otworzyłam oczy. Siedziałam na ziemi. Drżałam ze strachu a obok mnie klękał Joe.
- Cassie wszystko w porządku?
- Catharina chyba się domyśliła co zrobiłam. - wyszeptałam.
- Jesteś pewna, że to ona? - spytał zaskoczony. Kiwnęłam głową i wtuliłam w niego głowę.
- Nie chce się więcej bać Joe.
(Joe?)

wtorek, 19 marca 2013

Od Joe C. D. Emmy

[...] Uśmiechnąłem się, bo jej rumieniec dodał mi pewności.
- Mogę Cię oprowadzić - zaoferowałem od razu.
- Nie trzeba...
- Skoro jesteś nowa w Akademii, nie wiesz o niej nic. A szkoła nigdy się nie otwiera chętnie.
- Jeśli masz czas, byłoby miło - powiedziała nieśmiało. Tak więc, szybko pokazałem jej najważniejsze punkty Akademii.
- Cóż, to Twój nowy dom - zaśmiałem się, stając pod drzewem. Na dworze było chłodno; dałem więc swój płaszcz Emmie, widząc, jak się trzęsie.
(Emmo?)

Od Emmy


Byłam nowa w akademii,szlam przez korytarze jeszcze niepewnie patrząc raz w jedna stronę raz w drugą. Trzęsłam się jak galareta ze strachu lecz pamiętałam mojej babci ostatnie zdanie zanim weszłam do akademii
-"Nie bój się rodzice zawsze będą z tobą"
Nagle na kogoś wpadłam ,czerwona na twarzy wstałam
-P...przepraszam-wyjąkałam co do mnie niepodobne
-Nic się nie stało-powiedział chłopak
-Jestem Emma-powiedziałam
-Joe-powiedział-jesteś nowa?
Skinęłam głową
<Joe dokończ>

poniedziałek, 18 marca 2013

Od Jamesa C. D. Diany

[...]
- Na to nie pomogą żadne eliksiry. To siedzi w głowie. Znam go lepiej, niż wszyscy. Wiesz dlaczego? Bo to ja jestem alegorią jego cierpienia. Ja - syknąłem wściekle.
- Co masz na myśli?
- Przez całe życie, biłem go, poniżałem, obrażałem, znęcałem się nad nim gorzej, niż nad zwierzęciem czy niewolnikiem w przeszłości. Zmuszałem go do rzeczy, które go powoli zabijały. Ja, rozumiesz?! Krzywdziłem go całe życie, bo nie mogłem sobie poradzić. Tą jego piękną twarz... Taką śliczną... Nawet nie wiesz, ile razy jego ręce, nogi i brzuch malowały sińce, zadrapania, cięcia. I to wszystko przeze mnie.
(Diano?)

Od Diany C. D. Jamesa

- Chciałam mu pomóc, ale on nie chce! - podniosłam głos.
- Bo sam nie umie sobie z tym poradzić! Luke potrzebuje zrozumienia.
- Ja tak samo! Myślisz, że nie chciałam mu pomóc?! Od kiedy usłyszałam o jego problemach szukałam sposobu by mu pomóc! Przeczytałam wiele ksiąg, szukając zaklęcia lub eliksirów które by mu pomogły! A gdy w końcu znalazła on nie chciał mojej pomocy. - spuściłam głowę.
(James?)



Od Diany C. D. Sarah

- Nie zrozumiesz mnie. Dziękuję, ale proszę. Zostaw mnie.
- Mogę ci pomóc.
- Jeszcze nie teraz . Ale dziękuję, że chcesz pomóc. Możemy spotkać się później?
(Sarah?)

Od Joe C. D. Cassie

[...]
- Nie, nie to mam na myśli. Nie chodzi mi o noc w Twoich ramionach, bo to bardzo przyjemna perspektywa. Ale pomyśl, jaki ja mogę być? Czy byłabyś w stanie podjąć ryzyko związku ze mną, w którym mogę Cię w każdej chwili zranić? Zastanów się.
(Cassie?)

Od Cassie C. D. Joe

- Chyba masz rację. - szepnęłam figlarnie. Byłam zaskoczona swoją reakcją. Podniosłam się by znów go pocałować. Całowaliśmy się aż w końcu Joe się cofnął.
- Nie chcę być taki jak Luke. - powiedział.
- Nie musisz być taki jak on. - powiedziałam głaszcząc go po policzku.
- Boję się, że tak się może to zacząć.
- Wybór należy do ciebie. Ja mogę poczekać, ale wiedź, że zawsze będę na ciebie czekać. Moje serce zdobyłeś.
(Joe?)

Od Diany C. D. Davida

- To nic takiego. - wyszeptałam.
- Przecież widzę. Nie płakałabyś bez powodu.
- Nie chcę nikomu o tym mówić. Proszę nie zmuszaj mnie do tego. - powiedziałam patrząc na chłopaka - I wyjdź z mojego umysłu! - rozkazałam.
(David?)

poniedziałek, 11 marca 2013

Od Hiukset


Szłam korytarzem Akademii, wytwarzałam lekkie wietrzyki, podnosiłam przedmioty. Byłam coraz lepsza, a to tylko dzięki temu, że oczyściłam swój umysł. Nie myślałam o niczym tylko o mojej mocy, o tym co chcę zrobić. Jednak w najciemniejszych kątach mojego umysły, myślałam o Luke'u. Nie chciałam już krzywdzić jego, Lindsey i Leo. Postanowiłam go unikać, tak było mi łatwiej, gdy go nie widziałam, nie pożądałam go. Przed oczyszczeniem umysłu, mój umysł cierpiał, cierpiało moje ciało. Poświęciłabym za niego życie, jeśli to by coś dało. Przystanęłam i się otrząsnęłam.
'' Nie myśl o tym ! '' - krzyknęłam w umyśle.
Czym bardziej chciałam zapomnieć, tym bardziej moje myśli sprowadzały się do jednego. Rzuciłam książki o podłogę i złapałam się za skronie.
- Amro. - szepnęłam.
Nic nie dało.
- Amro ! - rzuciłam głośniej.
Dalej nic. Osunęłam się na podłogę. Schowałam twarz w dłoniach i głęboko westchnęłam.
- Hiukset ? - zapytał dobrze mi znany męski głos.
Odsłoniłam twarz. Luke.
- Luke, nie podchodź do mnie. - powiedziałam.
- Niby dlaczego ? - zapytał.
Podszedł bliżej.
- Nie podchodź. - powtórzyłam.
Mogłam go jedynie prosić, nie mogłam wytworzyć bariery między nami.
'' Choolera ! ! '' - pomyślałam.

Luke ?



Od Jamesa

Byłem wściekły i... Zbolały, cierpiący. Miałem ochotę rozwalić cały świat, zniszczyć go w zalążku. Wybiegłem gwałtownie z pokoju i opanowanym, aczkolwiek nieco sztywnym krokiem skierowałem się do pokoju Diany. Zapukałem, a drzwi uchyliły się lekko. Bezceremonialnie wparowałem do pokoju. Dziewczyna siedziała i czytała jakąś książkę, nie zwracając na nic uwagi. W pewnym momencie mnie zauważyła.
- Co Ty...?
- Dlaczego?! Za jakie grzechy?! - wybuchłem, waląc pięścią w łóżko.
- Czego chcesz? - warknęła, zaskoczona.
- Czy Ty na prawdę tego nie rozumiesz? - spytałem ze łzami w oczach. Kilka spłynęło mi po policzku. - On nie jest draniem. On jest cholernie zagubionym małym chłopcem.
(Diano?)

Od Sarah C. D. Diany


Szłam sobie korytarzem szukając spokojnego miejsca żeby pomyśleć kiedy wpadła na mnie zapłakana Diana.
- Hej spokojnie, nie może być tak źle.
- Ty nic nie rozumiesz, zależy mi na nim - coraz bardziej płakała.
- Luke? Ta, wredny dzieciak, ale inni moją gorzej.
- Ciebie też zranił? A co masz na myśli mówiąc: inni mają gorzej"?- zdziwiła się.
- Nie, na mnie on nie działa. A tak naprawdę to porównując: znajdziesz kogoś to Cię doceni, zapomnisz z dużą trudnością, ale to już coś, a ja jestem narkomanką, nie jestem do końca normalna, robię to czego nienawidzę... Ja mam gorzej. A nim się nie martw, a takich drani nie warto walczyć.

(Diana?)







Od Jaspera C. D. Charlotte

[...] Spojrzałem jej w oczy.
- Dla Ciebie, jestem w stanie ścierpieć wszystko, wiesz? Szarlotko, kocham Cię ponad wszystko. I jestem gotów walczyć, abyś tylko odwzajemniła moje uczucie.
(Charlotte?)

Od Charlotte C. D. Jaspera


Cofnęłam dłoń, nie widziałam dlaczego to zrobiłam... Do chłopaka podeszła jakaś dziewczyna zaczęli gadać w końcu ona zawołała:
- Lotte! Chcesz żebym przez Ciebie na zawał zeszła - ten głos, ten cięty język, kojarzyłam go, jej wygląd jak narkomanka...
- Sally? - oboje spojrzeli się na siebie zaczęli się śmiać i przybiegli do mnie.
- No oczywiście, że ja kochana - przytuliła mnie.
- A on...
- Świata poza nim nie widzisz! No pomyśl, z czym kojarzy Cię się piosenka Aury Dione "Geronimo"?
- Ze szczęściem, z...
- No Chari? - ponaglała.
- Nie mów do mnie Chari, tak mógł mówić na mnie tylko mój ojciec i Jasper... - spojrzałam na chłopaka.
- No brawo, w zgadywankach zawsze byłaś najlepsza.
Nie słuchałam jej, podeszłam do Jaspera, przytuliłam go i cicho powiedziałam: "Przepraszam za wiele przeze mnie cierpisz".

(Japser?)



Od Joe C. D. Cassie

[...] Wpierw byłem zaskoczony, ale natychmiast odwzajemniłem pocałunek, całując ją namiętnie i przechylając na jej plecy.
- No, no... - zamruczałem, pochylając się nad nią. - A jednak masz w sobie kocicę.
(Cassie?)

Od Cassie C. D. Joe


- Zauważyłam. - zaśmiałam się.
- Z ciebie też nie jest grzeczna dziewczynka. Pokazałaś to z Cathariną.
- Teraz myślę, że źle zrobiłam.
- A ja myślę, że byłaś bardzo odważna.
Uśmiechnęłam się i spuściłam głowę. Zobaczyłam, że Joe mi się przygląda. Spojrzałam na niego.
- A co mi tam. - powiedziałam i za nim Joe skapnął się o co mi chodzi przybliżyłam się do niego i pocałowałam.
(Joe?)

Od Davida C. D. Diany

Zwiedzałem szkołę, gdy Anouk spała spokojnie w pokoju.
Po kilku minutach na korytarzu wpadła na mnie jakaś dziewczyna.
Dziewczyna była zapłakana.
Pomogłem jej wstać.
-Przepraszam-powiedziała
-Nic nie szkodzi. Co się stało?-zapytałem spokojnie.
(Diano??)

niedziela, 10 marca 2013

Od Joe C. D.

[...] Zaśmiałem się, już zrelaksowany.
- Tak, trzeba korzystać z życia.
- Coś o tym wiesz? - powiedziała z powątpiewaniem Cassie.
- Cóż, staram się, póki mnie nie zabiją. Od dawna podejrzewam, że nie zginę jako starzec, a jakąś śmiercią tragiczną: otruty, zasztyletowany, zastrzelony... Nie jestem normalny, jeżeli chodzi o wrogów. I nie jestem grzecznym chłopcem.
(Cassie?)

Od Cassie C. D.

- Sama nie wiem.
- Proszę. - powiedział uśmiechnięty.
- No dobrze. Ja i Diana jesteśmy ze sobą bardzo zżyte. Zawsze się o mnie martwi i nie pozwala mi się w nic mieszać. Jak zmarła nasza matka to ona się mną opiekowała i pilnowała, by ojciec mnie nie wykorzystał.
- Co masz na myśli? - spochmurniał Joe.
- Ojciec prowadzi czarne interesy. Dla niego ważne są tylko pieniądze. Ojciec chciał mnie sprzedać komuś bogatemu, ale Diana z nim rozmawiała i powiedziała mi, że jestem już bezpieczna. Nie chciała mi nic wyjaśnić. Mówiła, że teraz będę szczęśliwa i mam korzystać z życia.
(Joe?)



Od Diany C. D.

- Mam tego dosyć! - krzyknęłam na niego. - Poddaję się! Myślałam, że jesteś inny.
Odwróciłam się od niego.
- Chciałam ci pomóc, ale jak widać jestem upartym gnojkiem!
Ruszyłam przed siebie, ale Luke złapał mnie za rękę.
- Diano, posłuchaj mnie...
- Zostaw mnie! Nie chcę cię więcej widzieć! I nie zbliżaj się do mojej siostry!
Wyrwałam rękę i pobiegłam przed siebie. Poczułam łzy spływające mi po policzkach. Chciałam ukryć się w pokoju, ale na kogoś wpadłam.
(Ktoś dokończy?)

Od Lindsey C. D.


[...] Przygryzłam sine wargi.
-Nie kłam. Proszę.

<Luke?>



Od Luke' a C. D.

[...]
- Nie kłamię - zapewniłem. Do pomieszczenia wkroczyła Mercy.
- On mówi prawdę, Lindsey - powiedziała i przysiadła się przy łóżku dziewczyny, uśmiechając się. - Koło północy, obudziłam się. Miałam koszmary o... O mojej przeszłości. Bez wahania poszłam do pokoju Luke' a, a gdy go tam nie było, zorientowałam się, że jest u Ciebie. Obudziłam go. Tylko on jest mi w stanie pomóc, gdy mam... Chwile słabości. Dwie godziny siedział ze mną i tulił do snu, ale ja nie byłam w stanie zmrużyć oka. Dwie godziny. W końcu dał mi jakieś proszki; zasnęłam. Gdy się obudziłam rano, trzymał mnie za rękę i czuwał. Cały czas był ze mną.
(Lindsey?)

Od Luke' a C. D.

[...]
- Nie kłamię - zapewniłem. Do pomieszczenia wkroczyła Mercy.
- On mówi prawdę, Lindsey - powiedziała i przysiadła się przy łóżku dziewczyny, uśmiechając się. - Koło północy, obudziłam się. Miałam koszmary o... O mojej przeszłości. Bez wahania poszłam do pokoju Luke' a, a gdy go tam nie było, zorientowałam się, że jest u Ciebie. Obudziłam go. Tylko on jest mi w stanie pomóc, gdy mam... Chwile słabości. Dwie godziny siedział ze mną i tulił do snu, ale ja nie byłam w stanie zmrużyć oka. Dwie godziny. W końcu dał mi jakieś proszki; zasnęłam. Gdy się obudziłam rano, trzymał mnie za rękę i czuwał. Cały czas był ze mną.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...] Przygryzłam sine wargi.
-Nie kłam. Proszę.

<Luke?>



Od Luke' a C. D.

[...]
- Z Mercy, a ona to potwierdzi. Z Tobą i Mercy.
- Luke, przestań.
- Ale taka jest prawda.
- Dzisiejszej nocy kochałeś się z Hiukset - rzuciła oskarżycielsko.
- Nieprawda. Byłem z Mercy, a ona to potwierdzi - powiedziałem rozpaczliwie. Mówiłem prawdę, więc czemu mi nie wierzyła?
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.

[...] -Pięknie potrafisz kłamać-uśmiechnęłam się gorzko.
-O czym mówisz?-wzdrygnął się
-Wiem z kim spędziłeś noc-westchnęłam. Zamarł.

<Luke?>



Od Luke' a C. D.

[...] Ująłem jej dłoń.
- Lindsey, jak się czujesz? - spytałem, zatroskany.
- Zostaw mnie.
- Lin, co się dzieje?
- Gdzie poszedłeś? Gdzie byłeś dziś rano?
- Spokojnie, to nie to, o czym myślisz. Byłem z Mercy, ona to potwierdzi. Dziś w nocy przyszła z płaczem; miała koszmary. Musiałem jej pomóc, zostać z nią. A Ty tak słodko spałaś... Nie miałem serca Cię budzić. Więc pół nocy spędziłem z Mercy.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...] Obudziłam się. Kątem oka zobaczyłam Luke'a. Jęknęłam cicho. Poczułam ciepłe łzy na mojej twarzy.
<Luke?>

Od Mercy C. D.




[...] Zupełnie przypadkowo przechodziłam przez park, bawiąc się czarną piłeczką w mojej dłoni. W pewnym momencie, zauważyłam leżącą na ziemi dziewczynę. Podbiegłam do niej i odgarnęłam włosy z jej twarzy. Zaczęłam przeklinać. To była Lindsey.
- Dziewczyno, coś Ty brała?! - wydarłam się, choć nic nie słyszała. Spoliczkowałam ją, podniosłam z ziemi i zaniosłam Lin do Akademii, do skrzydła szpitalnego. Z trudem ją odratowali i przepisali odwyk. Zabójcza dawka metaamfetaminy. Wyklinałam ją w duchu, choć się zaprzyjaźniłyśmy. Nie chciałam jej stracić. W międzyczasie zadzwoniłam do Luke' a. Przybiegł natychmiast, oddał mi Leo i wbiegł do pokoju z Lindsey.
(Lindsey?)

piątek, 8 marca 2013

Od Lindsey




Wstałam wcześnie rano. Luke'a nie było. Zagryzłam wargi. Nie wierzę, że tak łatwo dałam się podejść. No po prostu nie wierzę. Umyłam się i ubrałam po czym szybko wybiegłam z pokoju. Opiekę nad Leo powierzyłam Chelle. Pojechałam do Dave'a. Zapukałam do drzwi. Otworzył mi.
-Hej Dave...ja...-wyjąkałam.
-Chodź do środka.-rozkazał. Posłusznie weszłam do małego aczkolwiek dobrze urządzonego mieszkania. Miał rozmach. Gestem ręki pokazał abym usiadła w fotelu.
-Czego chcesz?-mruknął, wyjmując scyzoryk. Zaczął się nim bawić. Zawsze lubił popisywać się przed kobietami.
-Daj mi metaamfetaminę. Dużo metaamfetaminy.-wyszeptałam. Westchnął i wyjął z szuflady woreczek z białą zawartością po czym podał go mnie.
-Nie odpowiadam za nic co Ci się stanie.-syknął. Potaknęłam i wyszłam. Po drodze kupiłam butelkę wódki.
Pojechałam do parku. Usiadłam na mojej ulubionej ławce, pod drzewem wiśni. Popiłam zawartość torebeczki wódką. To było cholernie mocne. Nie spodziewałam się tego. Cóż. Wielu woli się zabić bo świat jest im straszny.

<Zabić czy oszczędzić? XD Niech lud zdecyduje. W komentarzach może XP>

Od Hiukset C. D.




Wypuściłam powietrze ze świstem.
- Boże, jaka ja jestem głupia.
Wbiłam twarz w poduszkę. Łzy same leciały na materiał, nawet nie wiem dlaczego. W ostatnim czasie byłam strasznie rozemocjonowana. Leżałam tak jakieś pół godziny, a następnie zasnęłam. Spałam jakąś godzinę, może dwie. Po przebudzeniu, ubrałam się i poszłam dalej trenować.



Od Luke' a C. D.

[...] Rzuciłem jej ostatnie spojrzenie. Po policzku Hiukset spłynęła łza. Ostatnio często płakała.
- Żegnaj - powiedziałem.
- Nie, błagam. Nie żegnaj. Powiedz 'do zobaczenia' - wyszeptała.
- Do zobaczenia - i wyszedłem.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Westchnęłam.
- Rozumiem, musisz iść...
Musiałam bardziej popracować nad silną wolą, to było pewne.

Luke ?



Od Luke' a C. D.

[...] Wstałem, naciągając koszulkę. Hiukset chwyciła mnie za rękę.
- Zostań - powiedziała błagalnie.
- Wiesz, że nie mogę...
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.

Oboje dyszeliśmy, leżeliśmy i dyszeliśmy. Kolejny raz... Boże, jakie to wszystko jest skomplikowane ! Nie wiem jak, ale przedtem znaleźliśmy się w moim pokoju... Nie wiem jak się tam dostaliśmy. Po chwili leżałam do Luke' a plecami, a on był przytulony w moje plecy, w moje ciało. Trzymał moją rękę... Chciałam, żeby to trwało wiecznie, jednak tak nie mogło być.
Luke ?

Od Luke' a C. D.

[...] Nie myślałem nad niczym. Po prostu ją wziąłem. Dałem jej to, czego pragnęła.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.




Byłam zaskoczona, ale nie odepchnęłam go. Odwzajemniłam pocałunek. Smakowałam jego ciepłe, pełne namiętności usta. Wsunął mi rękę pod bluzkę, poczułam jego dłonie na mojej skórze. Drgnęłam, jednak nie przestawał. Już sam dotyk jego ciała, jego bliskość sprawiała, że byłam szczęśliwa.
Luke ?

8 marca - Dzień Kobiet

Julian Tuwim
'EWA'
 
Zaczęło się to dawno, dawno,
Najdawniej jak pamięć sięga,
Tam, skąd bierze początek
Rodzaju ludzkiego księga.
Pod modrym niebem, w cudnym ogrodzie,
Pod słynnym drzewem, w przewiewnym chłodzie,
Pierwszą wiosną, w pierwszym maju,
Zresztą każdy o tym wie:

Kiedy Adam mieszkał w raju
Bardzo często nudził się,
Spać tam było we zwyczaju,
Więc spoczywał w błogim śnie...

Dalszy ciąg każdy sam sobie dośpiewa.
Słowem: EWA.
I zaraz potem zerwała owoc z drzewa, co nęcił wonią
i blaskiem świecił. Ach, przypadła doń pożądliwymi usty:

Patrz Genezis, rozdział trzeci, ustęp szósty:
Widząc tedy niewiasta, iż dobre drzewo ku jedzeniu, a iż
było wdzięczne ust wejrzeniu a pożądliwe drzewo, dla
nabycia umiejętności wzięła z owocu jego i jadła, i dała
też mężowi swemu, który z nią był i on też jadł.

Od grzechu zaczął się jej świat,
A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza,
I gołąb i żmija, i piołun i miód,
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna,
Początek i koniec - kobieta, acha!

Luli, mój syneczku, luli, luli,
Matka cię do piersi tuli, tuli,
Choćbyś nawet cały świat przemierzył,
Choćbyś nawet bezmiar szczęścia przeżył,
Nikt ci nie zaśpiewa czulej: luli,
Luli, mój syneczku, luli, luli.

Lu ją w mordę, a co, psiamać,
To ty mi będziesz gościa brać!
A ja tu chodzę cały rok,
A ty przychodzisz, szarpana w bok,
I skandal robisz na cały róg,
Rozkwaszę mordę, skarz mnie Bóg!
Bujać mnie będzie! Ja ci pobujam!
Policja! Na pomoc! Gwałtu! Mordujom!

Gdyby nie ty, nie świeciłyby gwiazdy na niebie,
Gdyby nie ty, nie pachniałyby kwiaty na wiosnę,
A z moich ust wykwitają jedynie dla ciebie
Te słowa najsłodsze... miłosne.
Jeśli nie ty, nikt mnie inny w ramionach nie zawrze,
Jeśli nie ty, to kto spełni upojne me sny?
Przytul mnie, weź! Będę kochać jak nigdy, bo zawsze,
Bo wszystko na świecie - to Ty, to Ty!

Hallo? To ty, Stasiu? Będę mogła... Tak. Idzie. Ja też.
Co? Nie, nie! Nigdy przed północą nie wraca. Co? Ach, ty
świntuszku. No, dobrze, dobrze. Że co? Sumienie? No,
jeszcze trochę dokucza. Ja go doprawdy bardzo kochałam.
Zdawało mi się, że to moja pierwsza i ostatnia miłość.
Zdawało mi się, że gdyby nie on, nie świeciłyby gwiazdy
na niebie... Ale od czasu jak ciebie zobaczyłam, cicho...
Muszę przerwać rozmowę. Więc o siódmej. Całuję...

Od pokus i grzechów świata
W cichym zamknięta klasztorze
Ręce w modlitwie splatam,
Klęczę przed tobą w pokorze,
Umartwiam grzeszne ciało
Postem surowym i biciem,
Ale to wszystko mało
Przed twym obliczem.
Wczoraj ptak, zwiastun wiosny,
Wpadł do samotnej mej celi,
Niech mi wybaczą tę chwilę radości
Twoi anieli...

Chodzi o to, proszę pani, żeby sukienka była prosta,
najprostsza, ale szalenie dystyngowana. I ta dystynkcja
ma być właśnie w prostocie. Ta prostota w dystynkcji.
Chodzi o zwykłą, wizytową sukienkę. Z przodu zupełnie
gładko, tylko tutaj pani troszeczkę sfałduje, ale ledwo,
ledwo... Żeby było widać i jednocześnie żeby nie
było widać. Z boku pliska, tutaj zmarszczona, tutaj
podniesiona, tutaj opuszczona, tutaj fałda, tu rozcięta,
tu zamknięta, tu upięta: rękaw z pampelotką, tu mereżka,
tu walensjenka, tu guziczki, tu entliczki, tu pentliczki,
kołnierzyczek biały w ząbki, w trąbki, w pompki... Pani
wie. Jak najprościej, a co do wstążeczki, to jest
w "Maison Chiffon" - sama kupię, a zresztą niech pani
kupi, metr: złoty dziewięćdziesiąt...

91, 92, 93, 94, 95, 96... Tętno 96, no to już lepiej...
A temperatura? Sama zobaczę: 38,8. Świetnie. Wczoraj
o tej porze było blisko 40. Wszystko będzie dobrze,
droga pani, niech pani nie płacze.... A teraz proszę wziąć
lekarstwo i spać... spać.

Prężąc biodra i piersi bezwstydnie,
Błyskiem oczu noc ciemną rozwidnię,
I upałem rozkosznej pieszczoty
Wzniecę pożar czerwony we krwi.
Ośmiornicą oplotę kochanka,
Tajemnicą upoję do ranka,
Kto raz wpadnie w te straszne oploty,
W tym się żądza na zawsze tli.

A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna, i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza...
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec - kobieta - to ja.

Od Luke' a C. D.

[...] Drżącą dłonią dotknąłem jej policzka i pocałowałem. 'Cholera, weź mnie - pomyślałem. - Tu i teraz, weź mnie. Bierz mnie całą noc.'
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.




Wiedziałam, że nigdy nie będę z Luke'em. Wiedziałam, że nigdy ni będzie mój. Wiedziałam, że w końcu wróci do Lin i stworzą własną, szczęśliwą rodzinę. A ja ? Ja nigdy nie znajdę miłości, nigdy nie znajdę nikogo kto mnie pokocha. Wtuliłam się w niego, nie chciałam go puścić... Obudziła się we mnie żądza namiętność, to czego nie mogłam ujarzmić, to czego pragnęłam...
Luke ?



Od Lindsey C. D.




[...] Spojrzałam mu w oczy.
-Ja Ciebie też-uśmiechnęłam się delikatnie i wtuliłam mocniej w jego ciało.

<Luke?>



Od Hiukset C. D.


- Nie denerwuj się. To ja powinnam się bardziej denerwować. - zaśmiałam się cicho.
Rozebrałam się. Położyłam się tak jak mi kazał Jasper. Kilka jego ''rozkazów'' i leżałam według niego idealnie. Wpatrywałam się w to nieszczęsne niebo.

Jasper ?

Od Luke' a C. D.

[...] Przytuliłem ją, pozwalając nacieszyć się ciepłem mojego ciała. To miał być nas ostatni raz? Ostatnia noc? Pragnąłem zaoferować jej przyjaźń, wsparcie, a nawet braci, którzy na prawdę byli pragnącymi miłości nastolatkami. A Hiukset? Pragnęła mnie. Ten ostatni raz. I to było takie pociągające...
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.




Popatrzyłam na niego.
- To nie... nie twoja wina... To ja się na ciebie rzuciłam. Nie wytrzymałam...
Czułam się strasznie głupio. Zrobiłam z siebie idiotkę.

Luke ?



Od Luke' a C. D.

[...] Całkiem nieświadomie znaleźliśmy się w jakimś pustym pokoju. Przyciągnąłem ją do siebie, całując lekko. Ale tym razem, to nie była szalona, namiętna, gorąca noc. Wszystko robiliśmy powoli, spokojnie, delikatnie, czule. Opieraliśmy się na pieszczotach, tak delikatnych, że czułem się w pełni jej. Lindsey leżała w moich ramionach, a ja głaskałem ją po głowie.
- Kocham Cię - wyszeptałem.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.




[...] -Szczęśliwi...-powtórzyłam szeptem jego słowa niczym echo. Od dawna pragnęłam jego bliskości.
<Luke?>

Od Jaspera C. D.

[...] Spojrzałem na nią z uśmiechem.
- Połóż się. O tak - poinstruowałem. - Na plecach, wpatrując się w kwiaty. Nie, nie na plecach. Na boku; przesuń się trochę w lewo. Odsłoń plecy. Całe plecy, pośladki. Będę za Tobą, szkicując plecy. Twarz skieruj w górę, jakbyś czegoś szukała na niebie. Rozumiesz? O tak. Tutaj, na trawie. O tak, idealnie. A teraz, leż spokojnie. Nie, co ja mówię. Tak leż, ale... Ale nago, rzecz jasna - zaśmiałem się nerwowo.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.




Uśmiechnęłam się.
- Jasne. - powiedziałam. - Mam rozpuścić włosy ? Czy nie ? Bo kompletnie nie wiem. Nigdy nikt mnie nie rysował.
Zaśmiałam się cicho.
Jasper ?



Od Luke' a C. D.

[...] Milczałem, zdezorientowany. Nie do końca rozumiałem co się wydarzyło. Spojrzałem po chwili na Hiukset.
- Ja... Ja nie wiedziałem... Nie chciałem Ci tego zrobić...
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.




Nie wierzyłam w to co zrobiłam. Odskoczyłam od Luke'a. Nie chciałam tego robić, jeśli on tego nie chce. I do tego przypomniałam sobie, to co wykrzyczał mi w twarz. Tego nie da się zapomnieć. Wpiłam wzrok w ziemię.
- Prze... Przepraszam. - wydusiłam.

Luke ?



Od Luke' a C. D.

[...] Odwzajemniłem jej uścisk, ciesząc się jej ciepłem.
- Lin... Bądźmy wreszcie... Szczęśliwi - wyszeptałem jej do ucha, całując je lekko.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...]
-Ja Cię kocham idioto.-jęknęłam i wtuliłam się w niego bardziej.
<Luke?>

Od Luke' a C. D.




[...] Byłem zaskoczony i zdezorientowany jej reakcją.
- Przecież Ty mnie nie chcesz... - wyszeptałem.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...] Zagryzłam wargi do krwi. Zaczęłam szlochać.

<Luke?>

Od Lindsey C. D.


[...] -Luke...-objęłam go. Nie sprzeciwiał się.-Chcę Ci pomóc.
Milczał.

<Luke?>



Od Luke' a C. D.




[...]
- Wpierw, pomóż sobie. Odejdź ode mnie. Zrób to dla siebie - wyszeptałem. - Póki nie ukończę sukcesem terapii, nie mogę... Dopóki nie uda mi się wyjść z nałogu, nigdy nie będziesz szczęśliwa, a na tym mi zależy. W czasie terapii muszę być odizolowany.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...] -Luke...-objęłam go. Nie sprzeciwiał się.-Chcę Ci pomóc.
Milczał.

<Luke?>



Od Lindsey C. D.


[...] -Luke...-objęłam go. Nie sprzeciwiał się.-Chcę Ci pomóc.
Milczał.

<Luke?>



Od Luke' a C. D.




[...]
- Nie mogę się na to zgodzić. Nie mogę sprawić, aby jego ojciec był... Był taki. Kilka dni temu napisałem do poradni, aby przyjęli mnie do poradni. Lindsey, miałaś rację. Jestem niczym. Leo nie powinien mieć takiego ojca.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...] -Luke,poczekaj-powiedziałam nagle. Odwrócił się z pytającym wyrazem twarzy.
-Nie chciałam Cię urazić.-westchnęłam-Dobrze wiesz, że potrzebuję twojej pomocy. Nie wychowam dziecka sama.
<Luke?>

Od Luke' a C. D.


[...] Spojrzałem ponuro na Lindsey.
- A zatem, znajdź Leo ojca, który będzie dla niego najlepszy - powiedziałem i pocałowałem główkę niemowlaka. - Gdybyś... Gdybyś potrzebowała kiedykolwiek pomocy, wiesz gdzie mnie szukać.
Rzuciłem jej ostatnie, zrozpaczone spojrzenie i obdarzyłem ostatnim pocałunkiem. Wyszedłem z pokoju. Dla Lin, dla wszystkich będzie lepiej, jak od nich odejdę.
(Lindsey?)

Od Rosalie




Każdy chodzi jakiś... Podminowany. Nie można nic powiedzieć, bo już wybuchają. Zresztą, kiedy ze mną rozmawiają, to normalne. Bo ja jestem ta dziwna. Ta... Inna. Bo nie lubię imprezować. Dragów też nie biorę, bo to dla mnie przeszłość. Ja jakby... Odstaję od reszty, czy tego chcę, czy nie. Dziś, kiedy tylko skończyłam lekcje, wpadłam na jakiegoś chłopaka.
- Przepraszam.- powiedziałam cicho.
- Nic się nie stało.- uśmiechnął się.
Nie, to nie może być któryś z Avenger'ów.
- Jak się nazywasz?- zapytał nagle.
- Ja? Rosalie. A co?- powiedziałam szybko.
Jak ja nie lubię poznawać nowych ludzi...
[ Xavery?]



Od Jaspera C. D.

[...] Słuchałem jak śpiewa, jak za dawnych czasów, gdy co noc śpiewała, nuciła mi do ucha... Z przymrużonymi oczami, jak to miała w zwyczaju. Chciałem podbiec do niej, pocałować, delikatnie, namiętnie, nie miało to znaczenia. Tylko sprawić, aby była moja. Bo była tylko moja. BYŁA. W pewnym momencie, automatycznie położyłem lewą dłoń na sercu, całując dwa palce prawej ręki i dotykając nią szyby. To był nasz wieczysty znak miłości, nasze wyznanie uczuć, nasz gest. I stało się coś nieopisanego. Charlotte, w trakcie śpiewania, odruchowo zrobiła to samo. Speszyła się i opuściła natychmiast rękę. Ale zrobiła to. Pamiętała ten gest. Moje serce zaczęło bić szybciej, jakby pełne nowej nadziei.
(Lotte?)

Od Charlotte C. D.

- Jasper?
- Pamiętasz mnie - pojawił się na nim promień nadziei.
- Nie... - po policzkach spłynęły mi łzy. - Nie pamiętam... Czy to prawda?
- No cóż. Przybiegł z tobą na rękach i jak nie chciała mu pomóc pielęgniarka to zrobił taką awanturę, że w końcu lekarz przyszedł go uspokoić.
- A czy... czy wróci mi pamięć? - pytałam dalej.
- Możliwe, że tak, ale... - westchnęła - miałaś wbite ostrze w głowę, są bardzo małe szanse na to, że odzyskasz pamięć.
- Nie martw się przetrwamy to razem - chłopak uścisnął moją dłoń.
- Nie zrozum mnie źle, ale ja... ja nie mam pewności.. Chyba nie potrafiłabym żyć z mężczyzną, którego nie pamiętam.
- Jak to, Szarlotko...
- Przepraszam....
Chłopak pobladł, wstał, w oczach widniało przeżarzenie, wybiegł. Pogrążyłam się w płaczu, kojarzyłam go, ale nie potrafiłam powiedzieć kim on jest i co do niego czułam. Moja podświadomość mówiła mi że popełniłam właśnie największy błąd mojego życia. Pielęgniarka wyszła. Powoli wstałam, z niewyobrażalnym bólem głowy podeszłam do okna, zobaczyłam Jaspera stojącego i patrzącego się w moje okno, otworzyłam je i zaczęłam śpiewać.
[muzyka]

(Japser?)

Od Mercy C. D.

[...] Zaszokowana spojrzałam na chłopaka.
- Och, przepraszam, nie wiedziałam, że ktoś tu mieszka - powiedziałam, skruszonym tonem. W pewnym momencie zauważyłam śpiące dziecko. Wytrzeszczyłam oczy, ale szybko się opanowałam.
- Nic się nie stało - powiedział, dość przyjaźnie.
- Nie chcę przeszkadzać... - zaczęłam się wycofywać z pokoju.
(David?)

Od Davida

Dziś był pierwszy dzień w tej akademii.
Wszedłem do swojego pokoju.
Nie miałem zamiaru nic robić.
Wolałem zostać i opiekować się jeszcze siostrą.
Miałem dziś całkowicie wolne od lekcji.
Dopiero jutro miałem zacząć naukę.
Siedziałem w pokoju i patrzyłem na śpiącą Anouk.
Potem gdy się obudziła wziąłem ją na ręce.
Chodziłem po pokoju i uspokajałem ją.
Trochę mnie to denerwowało.
Że moja siostra nie będzie dorastać wśród miłości naszych rodziców.
Mam zamiar się zemścić, ale dopiero jak Anouk dorośnie.
Przyjazdu tu to było najlepsze wyjście by ją chronić.
Czemu chronić, z tego co mi wiadomo, od rodziców, ktoś ją ściga.
Reszty nie chciałem słuchać.
Nagle ktoś zapukał do drzwi.
Popatrzyłem na zegarek, wszyscy już kończyli lekcje.
Otworzyłem drzwi, przed nimi stała brązowo włosa dziewczyna.
(Mercedes ??)

Od Jaspera C. D.

[...] Czułem się niezręcznie, gdy mnie całowała, ale nie dawałem tego po sobie poznać.
- Nie wiem. Znajdę Cię jakoś. A teraz muszę lecieć - rzuciłem, pocałowałem ją w policzek i zniknąłem za rogiem.

Od Koriny C. D.


Uśmiechnęłam się i go pocałowałam.
-Zawsze-odparłam szczęśliwa.-Tylko o której?
(Jasper??)

Od Joe C. D.

[...] Wylazłem z wody i okryłem się ręcznikiem. W pewnym momencie zadzwonił mój telefon. To był Jasper.
- Młody, szukają Cię. Zwijaj się do Akademii, inaczej będziesz mieć kłopoty - powiedział i się rozłączył. Uśmiechnąłem się przepraszająco do Riley.
- Przepraszam, chętnie bym został dłużej, ale bracia mnie wzywają - powiedziałem z przekąsem.
(Riley?)

Od Riley C. D.


I znów byłam cała mokra.
Wyskoczyłam szybko z wody i kiedy Joe nie patrzył chwyciłam go.
Pociągnęłam go i tym razem ja wrzuciłam go do wody.
Stałam przed basenem i patrzyłam na niego, również się śmiejąc.
(Joe??)

Od Luke' a C. D.

[...] Skinąłem głową. Przez las spacerowaliśmy w milczeniu, nie zastanawiając się zbytnio nad tym, dokąd zmierzamy. Po prostu szliśmy przed siebie. W pewnej chwili przypomniałem sobie swoje marzenie: zawsze dążyć do celu. Tylko jak, gdy mosty za sobą spalone, a przed nami przepaść? Westchnąłem. Niespodziewanie, Hiukset rzuciła się na mnie, obejmując i całując prosto w usta.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Uśmiechnęłam się.
- A nic... Tak tylko pytałam. To idziemy ?
Jednak coś pamiętał. Jest postęp...

Luke ?

Od Joe C. D.

[...]
- Dopiero Cię poznałem, ale muszę przyznać, że to był bardzo przyjemny dzień - odparłem z uśmiechem. Moje oczy nabrały dzikiego, szalonego blasku w poświacie ognia, palącego się w kominku. Wstałem, dołożyłem drewna i podałem Cassie kubek gorącej herbaty z miodem i cytryną. Przyjęła z wdzięcznością i ogrzała palce.
- Powiedz mi coś o sobie - poprosiłem, przysiadając się.
(Cassie?)

Od Luke' a C. D.

[...] Zmierzyłem ją chłodnym spojrzeniem.
- Jedyne, czego potrzebuję, to uwolnić się od nałogu. A ciągłym mówieniem o mnie, o moich problemach... Nie pomagasz. Muszę zostać odizolowany, bo inaczej, posunę się dalej, niż Twoja zgoda. I nie tylko Twoja. Idę na 'odwyk'. Idę do kliniki psychiatrycznej, która specjalizuje się w takich przypadkach jak ja. Koniec, kropka.
(Diano?)

środa, 6 marca 2013

Od Lindsey C. D.


[...] -Ty mnie kochasz?! Mnie?! Ty kochasz setki innych dziewczyn! Myślisz, że ja nie wiem Luke?-zagryzłam wargi. Wytknęłam mu to wszystko, wszystko co miałam mu za złe. Milczał. Wbijał uporczywie wzrok w podłogę.
-Ojciec powinien być odpowiedzialny, to podpora rodziny-lustrowałam go chłodnym spojrzeniem

<Luke?>

Od Luke' a C. D.

[...]
- A co Ty, ku*wa, wiesz? Nie pozwolę Ci odebrać sobie syna. Nigdy. Lin, myślałem... Nie wiem, co myślałem. Oddałem Tobie całe swoje serce, swoją duszę, swoje ciało, swoje życie. Bez Ciebie nie potrafię już żyć. Nie chcesz mnie... Choć mówiłaś, że kochasz, kłamałaś. Jesteś pierwszą dziewczyną, którą kocham. I mnie odrzuciłaś. Ale nie zabronisz mi opieki nad własnym dzieckiem, ponieważ jestem jego ojcem i mam prawo decydować.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.


[...] Widziałam ciemność.
-Luke...Leo, synku.-przytuliłam do siebie niemowlę. Luke odetchnął z ulgą ,chciał mnie objąć.
-Nie Luke.-wyszeptałam.-Sama wychowam Leo.
-Oszalałaś?! Masz zaburzenia pamięci! Jak chcesz go wychować?!-krzyknął
-Bez Ciebie.-odparłam twardo.-Nie potrzebujesz ani mnie ani Leo do szczęścia.

<Luke?>



Od Cassie C. D.

- Po prostu... sama nie wiem. Lubię z tobą rozmawiać i spędzać czas. - wyznałam.
(Joe?)

Od Diany C. D.

- Nie boję się, Luke. - powiedziałam delikatnie.
- A powinnaś. Nie jestem dobry.
Westchnęłam i złapałam w dłonie jego twarz. Odwróciłam go tak by spojrzał na mnie.
- Nie czuję strachu. Jedyne co mnie teraz przeraża, to to, że chcesz się poddać. Jeśli zginiesz pójdę za tobą by ci pomóc. - powiedziałam czule.
(Luke?)

Od Luke' a C. D.

[...]
- Twoje poczucie winy, kłótnię.... Tak, w sumie to pamiętam. A co masz na myśli?
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Stanęłam jak zamurowana.
- Luke... Czy ty musisz być takim pesymistą ? Proszę, cię ! - popatrzyłam na niego tajemniczo - Pamiętasz coś sprzed tego wydarzenia ?
- Jakiego ?
- Z tego wypadku. - szepnęłam.

Luke ?



Od Hiukset C. D.





Uśmiechnęłam się.
- Jasne. - powiedziałam. - Mam rozpuścić włosy ? Czy nie ? Bo kompletnie nie wiem. Nigdy nikt mnie nie rysował.
Zaśmiałam się cicho.

Jasper ?

Od Luke' a C. D.

[...]
- Co?! - wybuchłem. - To Twój syn! Zrób badania, jak potrzebujesz dowodu!
- Zostaw mnie, bo naślę na Ciebie policję - syknęła.
- Nie zostawisz własnego dziecka! Nie bądź idiotką! To Ty przed porodem martwiłaś się, że Cię porzucę jak zabawkę, to Ty... To Ty chciałaś je wychować samotnie, beze mnie. Czy Ty nic nie rozumiesz?! Gdybyś była nadal tą samą osobą, nigdy byś go nie porzuciła!
Wrzeszczałem jak opętany, tuląc do siebie Leo. Lindsey wpatrywała się we mnie z mieszanym lękiem, a niedowierzaniem.
(Lindsey?)

Od Chelle C. D.


[...] Usłyszałam głos lekarza z pokoju. Zwalniają ją ze szpitala. Po parunastu minutach spakowana Lin stała przed nami z fajką w ustach.
-Dobra towarzystwo, było miło, było fajnie, ale na mnie już czas.-mruknęła i skierowała się w stronę wyjścia ale Luke ją zatrzymał.
-A co z naszym dzieckiem?-szepnął
-Po pierwsze kochany: To nie jest nasze dziecko. Nie wiem skąd je wziąłeś ale odnieś je na miejsce. Jeśli nawet nasze to nie wiem, nie wiem...oddaj je gdzieś. Czy coś.-widziałam tą pogardę w jej oczach. Nie pamiętała Luke'a ale musiał kojarzyć jej się z czymś złym.

<Luke?>

Od Luke' a C. D.

[...] Wiedziałem, że nie da mi tego, czego pragnę. Ale to nie miało znaczenia.
- Spacer - wyszeptałem. - A najlepiej terapia, żyletki, alkohol i narkotyki, abym miał w czym uśmierzyć ból.
Nie wiedziałem, czy dosłyszała ostatnie zdanie, bo mówiłem prawie niedosłyszalnie.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.

- Luke, ja wiem co mówię, uwierz mi. Ale jeśli chcesz. - uśmiechnęłam się - Spacer ? Pojedyn... Nie, to raczej nie... Albo może pływanie ?
Wymieniałam czynności, które wykonywałam zawsze gdy mi się nudziło. Nie chciałam wymieniać picia, imprezowania i ... innych grzesznych rzeczy.
- Więc jak ? - zapytałam.

Luke ?

Od Jaspera C. D.

[...] Rozejrzałem się po pomieszczeniu.
- Scenerię - wymamrotałem. - Kwiaty... Dużo kwiatów. Czerwone lilie. Są takie? Nieważne. Najwyżej będą.
Zacząłem krążyć po pokoju, szukając materiałów. Gdy już wszystko zebrałem, uśmiechnąłem się do Hiukset.
- Musimy wyjść na dwór.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Uśmiechnęłam się.
- Oczywiście, że chcę ! - powiedziałam z radością - Em... Nie wiem czy jesteś teraz gotowy, czy masz wszystko gotowe do tworzenia. Musisz coś przygotować czy coś ... ? - zaśmiałam się zakłopotana.

Jasper ?

Od Luke' a C. D.

[...] Gdy tylko Chelle wybiegła z pokoju, chwyciłem ją i przytuliłem. Nie opierała się. Oboje czuliśmy to samo, bo Lindsey była nam taka bliska...
- I co my teraz zrobimy? - szepnąłem.
(Chelle?)

Od Chelle C. D.


[...] -Masz na imię Lindsey Morgan, masz 16 lat, urodziłaś się w hrabstwie Bronx w Nowym Jorku w USA. Twoja matka zmarła, twój młodszy braciszek został zastrzelony przez waszego ojczyma. Trafiłaś do domu dziecka gdzie poznałaś mnie, swoją przyjaciółkę, Ophelię, moją nieżyjącą już starszą siostrę która została zamordowana. Dave'a który był okropny i bardzo zaborczy a także Nivana który żył na wiecznym chilloucie. Potem odkryłaś swoją wiedzę magiczną i trafiłaś do Akademii Czarnej Magii. Spotkałaś Luke'a, przespałaś się z nim parę razy. Zaszłaś w ciążę. Urodziłaś synka - Leo Elliota. Niedawno przedawkowałaś środki nasenne-opowiadałam niemal jednym tchem. Ale Lin patrzała na mnie ślepo. Chwyciłam jej dłoń.
-Puszczaj! Kobieto wy wszyscy jesteście jacyś psychiczni! I Ty i on pewnie mnie w coś wkręcacie prawda?!-krzyknęła. Nie miałam już siły, wybiegłam z pokoju z płaczem.

<Luke?>



Od Luke' a C. D.

[...]
- Nawet nie wiesz co mówisz - mruknąłem. - Błagam, zróbmy coś, abym nie musiał myśleć. Daj mi chwilę, która da mi zapomnieć.
Spojrzałem błagalnie na jej ciało.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Chciałam do niego podejść. Zawahałam się. Jednak ruszyłam.
- Luke... Posłuchaj... Na pewno wszystko się ułoży. Na pewno, dasz sobie radę. Nie możesz się poddawać... Proszę, nie rób tego.
Mówiłam szczerze, nawet nie zastanawiając się nad przebiegiem tych słów.

Luke ?

Od Jaspera C. D.

[...] Spuściłem wzrok, speszony.
- Wiesz... Ja tworzę akty, więc zrozumiem, jeśli nie będziesz chciała... To Twoja decyzja... - dukałem.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Zaśmiałam się.
- Oczywiście. Oczywiście, że możesz. - powiedziałam.
Uśmiechnęłam się do niego. Ta dziewczyna na obrazie strasznie mnie intrygowała, zaciekawiła, ale postanowiłam nie pytać o nią więcej Jaspera.

Jasper ?

Od Luke' a C. D.

[...]
- Źle - odpowiedziałem szczerze. - Jakbym cały czas chodził naćpany, w złym śnie. Wszystko się sypie...
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


- Dziękuję. - szepnęłam.
Wytarłam twarz.
- Ja... Ćwiczę. Muszę poprawić formę. - powiedziałam. - A ty ? Jak się czujesz ?
Popatrzyłam mu w oczy.

Luke ?



Od Luke' a C. D.

[...] Poderwałem się i wybiegłem z pokoju, zapalając nerwowo papierosa. Chciałem zniknąć, zapomnieć, przestać wiedzieć, myśleć, czuć. Miałem nadzieję, że Chelle opowie wszystko Lindsey...
(Chelle?)

Od Lindsey C. D.


[...]
-Nic nie pamiętam.-odparłam bez emocji.-Ani Ciebie, ani tego dzieciaka ani tej dziewczyny. Nawet tego jak się tu znalazłam.
Chłopak westchnął i ciężko opadł na krzesło. Na twarzy dziewczyny malował się szok. Czułam się bardzo niezręcznie.

<Luke?>

Od Jaspera C. D.

[...]
- Dziękuję - powiedziałem skromnie.
- Na prawdę. Kim jest ta dziewczyna?
- Osobą, która była mi bardzo bliska - odparłem wymijająco. Skupiłem uwagę na jej nagiej skórze. Po chwili zauważyłem tatuaż na plecach Hiukset.
- A więc to prawda! - krzyknąłem, rozemocjonowany. - Błagam, pozwól mi się sportretować. Ten smok jest niesamowity.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.

Gdy Jasper otworzył drzwi, zobaczyłam prawdziwą pracownię artysty. Manekiny, obrazy, płótna, farby, pędzle, ogólnie wszystko. W oczy rzucały się kolory, nie wiedziałam na co patrzeć. Zwróciłam uwagę na jeden obraz. Przedstawiał dziewczynę, o rudych włosach. Jej zielone oczy, aż lśniły. Obraz był pokolorowany, był bardzo realistyczny.
- To jest... piękne. Masz talent. - powiedziałam bez wahania.

Jasper ?

Od Luke' a C. D.

[...] Chwyciłem ją za twarz.
- Zamknij się - rzuciłem ostrzegawczo. - Nawet nie wiesz, ile wysiłku kosztuje mnie to, abym się teraz na Ciebie nie rzucił, na Twoje zniewalające kształty i osobowość, abym Cię nie zaciągnął siłą, Twoją wolą, lub podstępem do łóżka.
W jednej chwili ją puściłem.
- Przepraszam. Mam czasem takie... Napady agresji.
(Diano?)

Od Diany C. D.

- Luke! - krzyknęłam na niego i podeszłam. Stanęłam przed nim, a ona nie odwracał się do mnie. - Nie ubolewaj nad sobą, tylko rusz się! Jeśli nie będziesz z tym walczyć to znak, że jesteś słaby i dziecinny! A teraz udowodnij wszystkim, że jesteś mężczyzną! Chyba, że mamy cię nazywać dzieciuchem. - uniosłam kącik ust w szyderczym uśmieszku.
(Luke?)

Od Joe C. D.

[...]
- To dlaczego w stosunku do mnie nie jesteś nieśmiała? - spytałem uważnie. Zarumieniła się.
(Cassie?)

Od Cassie C. D.





- Przestań mnie straszyć.
- Tylko cię ostrzegam. To nie zabawa.
- Wiem, ale nie mam zamiaru się bać.
- Zaskakujesz mnie. - uśmiechnął się nagle Joe.
- Czym? Jestem nieśmiała w porównaniu do siostry.
(Joe?)

Od Luke' a C. D.

[...] Bez słowa podałem jej husteczkę, aby mogła chociaż twarz wytrzeć.
- Co robisz? - spytałem cicho. Nie umiałem oprzeć się wrażeniu tej bariery pomiędzy nami.
(Hiukset?)

Od Hiukset




Postanowiłam trochę potrenować. Straciłam formę i po części nie mogłam używać swoich mocy. Jedyne co, bałam radę wykonać to kilka zaklęć podstawowych z Magii Powietrza, a o Czarnej Magii nawet nie wspomnę - beznadzieja i nicość. Siedziałam już jakąś drugą godzinę pod drzewem i wytwarzałam małe tornada, podnosiłam liście, wzbudzałam lekki wiatr. Nic więcej. Westchnęłam. Chciałam spróbować, czegoś trudniejszego.
- Nopeasti. - szepnęłam.
Zerwał się silny wiatr. Zamknęłam oczy, skoncentrowałam się. Jednak po chwili... Wszystko ucichło, jedyne co pozostało to ból w mojej głowie. Wykrzywiłam usta w grymasie. Ciągle się nasilał... Chciałam spróbować jeszcze raz.
- Nopeasti. - szepnęłam.
Znów zerwał się wiatr, ale tylko na kilka sekund. Wtedy krzyknęłam i złapałam się za skronie. Z nosa zaczęła kapać krew. Skuliłam się masując głowę. Nic innego nie mogłam zrobić. Po kilku minutach ból zmniejszył się, a ja miałam jakieś ćwierć koszulki we krwi.
- Chyba muszę zacząć chodzić nago. Inaczej zbankrutuję, na praniu tego wszystkiego. - burknęłam pod nosem.
Wstałam i wytarłam twarz z krwi. Wtedy zauważyłam, że pomiędzy drzewami stoi Luke.
- Ep...ee...e... - nie mogłam się wysłowić.

Luke ?

Od Luke' a C. D.

[...]
- O tym, że jestem ojcem Twego synka, Leo - odparłem i pokazałem jej malucha, którego trzymała Chelle. - Co?! - była totalnie zaskoczona, zdezorientowana.
- Co pamiętasz? - spytałem, smutnym głosem. Nadmiar smutku może mnie zabić.
(Lindsey?)

Od Lindsey C. D.




[...] I znów ta ciemność. Chwilowe zamroczenie.
-Kim Ty do cholery jesteś?!-wyrwałam się z objęć chłopaka.-Gdzie ja się w ogóle znajduję?!
-Lin...Lin spokojnie. Mamy dziecko, jestem twoim...-chłopak się zawiesił.
-Jakie dziecko, co Ty do mnie mówisz człowieku?!-krzyknęłam

<Luke?>



Od Jaspera C. D.

[...]
- Czy jestem niesamowity... - zarumieniłem się lekko. - Kwestia sporna.
- A co najczęściej obrazujesz?
- Akty i projektowanie ubrań - odparłem bez wahania. - Ale akty zarówno kobiet i mężczyzn, niezwiązane z moją seksualnością - zaśmiałem się. - Żywię miłość do ciała, ale nie tak jak Luke, czy nawet Joe.
- Uspokoiłeś mnie - uśmiechnęła się. - To mogę zobaczyć.
- Jasne. Chodź za mną.
Zaprowadziłem Hiukset do swojej pracowni. Dyrektor, przydzielił mi na początku roku szkolnego osobne pomieszczenie, w którym mogłem zawieszać swe prace, komponować, szyć, rzeźbić, projektować. Otworzyłem drzwi przed Hiukset.
(Hiukset?)

Od Hiukset C. D.


Uśmiechnęłam się figlarnie.
- Możliwe, możliwe... Słyszałam, że malujesz. To prawda ?
Podrapał się po szyi.
- No... Trochę tam rysuję, maluję, czasami rzeźbię...
- Na pewno musisz być niesamowity. - powiedziałam - Może pokażesz mi kiedyś swoje prace ?
Uśmiechnęłam się.

Jasper?



Od Jaspera C. D.

[...] Wpatrywałem się w nią, oszołomiony.
- Jak to... Nic nie pamiętasz? - spytałem, zrozpaczony.
- Nie - była zagubiona.
- Nazywasz się Charlotte Belcourt, ale przyjaciele nazywają Cię Lotte. Ja, jedyny mówię do Ciebie, Szarlotka... - zacząłem, zdesperowany. - Masz młodszego brata, oboje Twoich rodziców nie żyje. Trafiłaś do Domu Dziecka, ale uciekłaś, zarabiając na chleb swoim talentem, śpiewaniem... Podczas pewnej imprezy, poznałaś mnie. Noc spędziliśmy razem, a... Parą byliśmy przez niecałe 1, 5 roku... Odeszłaś ode mnie, bo myślałaś, że Cię zdradziłem. Znalazłaś mnie dopiero tutaj. Wyznałaś mi, że zrozumiałaś, że tak na prawdę tego nie zrobiłem, nie zdradziłem Cię... Wysłali Cię tu łowcy, bo chcieli Ciebie zmienić na jedną z nich... I znowu stałaś się moja - zakończyłem, patrząc w jej oczy, modląc się, aby sobie przypomniała.
- Kim jesteś? - wyszeptała, zaciskając nerwowo pięść.
- Jasper Avenger... Twój ukochany.
(Charlotte?)

Od Charlotte C. D.

Powoli otworzyłam powieki. Nic nie pamiętałam. Obok mnie stała pielęgniarka wstrzykując mi jakiś lek. Ciężko mi się oddychało, a głowa ważyła chyba tonę. Spojrzałam w drugą stronę. Siedział tam jakiś chłopak, przystojny nawet bardzo.
- Dobrze się już czujesz Szarlotko? - uśmiechnął się. Podszedł do mnie chce wziąć za rękę, ale ją cofnęłam.
- Kim jesteś? - pobladł. - Kim ja... jestem?

(Jasper?)

Od Luke' a C. D.

[...] Parsknąłem nieoczekiwanie śmiechem, ale Diana pozostała poważna. Wbiłem w nią smutne spojrzenie i uśmiech na twarzy.
- Myślisz, że wiesz, co to znaczy być uzależnionym? - spytałem beznamiętnie, choć emocje się we mnie kotłowały.
- Owszem, nie wiem, ale ja też krzywdziłam...
- Ale nie byłaś uzależniona! Czy Ty rozumiesz w ogóle czym jest nałóg? To choroba psychiczna!
- Nigdy w to nie popadłam, ale byłam blisko i sprawiłam tyle bólu co Ty...
- Co Ty możesz wiedzieć o mnie, o tym ile i kogo skrzywdziłem - mruknąłem, zamykając oczy. - Chcesz mnie ratować? To mnie zabij. Albo wybij wszystkie kobiety na świecie. Chociaż nie, przystojni mężczyźni też mogą być - powiedziałem z bólem.
(Diano?)