piątek, 8 marca 2013

Od Jaspera C. D.

[...] Słuchałem jak śpiewa, jak za dawnych czasów, gdy co noc śpiewała, nuciła mi do ucha... Z przymrużonymi oczami, jak to miała w zwyczaju. Chciałem podbiec do niej, pocałować, delikatnie, namiętnie, nie miało to znaczenia. Tylko sprawić, aby była moja. Bo była tylko moja. BYŁA. W pewnym momencie, automatycznie położyłem lewą dłoń na sercu, całując dwa palce prawej ręki i dotykając nią szyby. To był nasz wieczysty znak miłości, nasze wyznanie uczuć, nasz gest. I stało się coś nieopisanego. Charlotte, w trakcie śpiewania, odruchowo zrobiła to samo. Speszyła się i opuściła natychmiast rękę. Ale zrobiła to. Pamiętała ten gest. Moje serce zaczęło bić szybciej, jakby pełne nowej nadziei.
(Lotte?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz