[...] Całkiem nieświadomie znaleźliśmy się w jakimś pustym pokoju. Przyciągnąłem ją do siebie, całując lekko. Ale tym razem, to nie była szalona, namiętna, gorąca noc. Wszystko robiliśmy powoli, spokojnie, delikatnie, czule. Opieraliśmy się na pieszczotach, tak delikatnych, że czułem się w pełni jej. Lindsey leżała w moich ramionach, a ja głaskałem ją po głowie.
- Kocham Cię - wyszeptałem.
(Lindsey?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz