- James. - cofnęłam się. Muszę przyznać, że się go przestraszyłam.
- Proszę. Nie bój się. - powiedział i podszedł do mnie.
- To ty go do tego doprowadziłeś. Skrzywdziłeś go. To przez ciebie!
Nie mogłam zapanować nad gniewem. Parę fiolek na półce zaczęło pękać.
- Uspokój się. - powiedział spokojnie James.
- Nie mogę. Wiem co czujesz. Ty i Luke. A teraz...
Zacisnęłam pięści, a kolejne fiolki pękły i szkło upadło na podłogę.
(James?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz