Byłem wściekły i... Zbolały, cierpiący. Miałem ochotę rozwalić cały świat, zniszczyć go w zalążku. Wybiegłem gwałtownie z pokoju i opanowanym, aczkolwiek nieco sztywnym krokiem skierowałem się do pokoju Diany. Zapukałem, a drzwi uchyliły się lekko. Bezceremonialnie wparowałem do pokoju. Dziewczyna siedziała i czytała jakąś książkę, nie zwracając na nic uwagi. W pewnym momencie mnie zauważyła.
- Co Ty...?
- Dlaczego?! Za jakie grzechy?! - wybuchłem, waląc pięścią w łóżko.
- Czego chcesz? - warknęła, zaskoczona.
- Czy Ty na prawdę tego nie rozumiesz? - spytałem ze łzami w oczach. Kilka spłynęło mi po policzku. - On nie jest draniem. On jest cholernie zagubionym małym chłopcem.
(Diano?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz