[...]
- Załatwiłem to. Możesz zostać w Akademii. Dziecko będzie mieszkać z Tobą; dostaniecie wspólny pokój. Plan masz zmieniony, aby dostosować do mojej i Twojej opieki nad Leo.
(Lindsey?)
czwartek, 28 lutego 2013
Od Lindsey C. D.
[...]Uśmiechnęłam się delikatnie i pogładziłam po policzku ale zaraz potem na mojej twarzy zagościł smutek.
-Luke...gdzie my zamieszkamy? Nie mogę przebywać w Akademii z dzieckiem.-jęknęłam
<Luke?>
-Luke...gdzie my zamieszkamy? Nie mogę przebywać w Akademii z dzieckiem.-jęknęłam
<Luke?>
Od Luke' a C. D.
[...] I wtedy ją pocałowałem. Pierwszy raz, od tak długiego czasu...
(Lindsey?)
(Lindsey?)
Od Lindsey C. D.
[...]-Nigdy bym tego nie zrobiła. To przecież nasz syn.-odparłam patrząc na śpiące dziecko.
<Luke?> |
Od Mercy C. D.
[...]
- Mów mi Mercy, błagam - zaśmiałam się. - Podążyłam tutaj za przyjaciółmi, czwórką braci Avenger. Być może poznasz, któregoś z nich. Dlaczego musiałeś uciekać?
(Soul?)
- Mów mi Mercy, błagam - zaśmiałam się. - Podążyłam tutaj za przyjaciółmi, czwórką braci Avenger. Być może poznasz, któregoś z nich. Dlaczego musiałeś uciekać?
(Soul?)
Od Soul' a C. D.
- No wiesz ,Jakoś tu trafiłem cudem można
powiedzieć,szukałem schronienia uciekałem przed wiedźmami a tu pach
zauważyłem miasto dowiedziałem się od miejscowych że tu sie mieści
akademia ,więc pomyslałem że sie tu skryje na pare dni lecz gdy
zaproponowali mi tu zostać,i doskonalić umiejętności więc zgodziłem
się...A ty jak tu sie znalazłaś Mercedes jakim cudem ? - Odpowiedziałem
jej z ponurym śmiechem.
(Mercedes?)
|
Od Joe C. D.
[...]
- Mój brat ma, miał romans z Cathariną - wyjaśniłem po chwili. - On nie chce już płacić jej ciałem, ale ona chce go za wszelką cenę zatrzymać... To było ostrzeżenie. Dla niego. Że nie zatrzyma się, aby go mieć.
Zakończyłem smutno i spojrzałem na Cassie. Wydawała się taka delikatna... Inna, niż Catharina. Podszedłem do niej i przytuliłem się. Nie mogłem przestać myśleć o tym, co ona ze mną zrobiła.
(Cassie?)
- Mój brat ma, miał romans z Cathariną - wyjaśniłem po chwili. - On nie chce już płacić jej ciałem, ale ona chce go za wszelką cenę zatrzymać... To było ostrzeżenie. Dla niego. Że nie zatrzyma się, aby go mieć.
Zakończyłem smutno i spojrzałem na Cassie. Wydawała się taka delikatna... Inna, niż Catharina. Podszedłem do niej i przytuliłem się. Nie mogłem przestać myśleć o tym, co ona ze mną zrobiła.
(Cassie?)
Od Cassie C. D.
Uśmiechnęlam się do niego.
- Prowadź.
Weszliśmy dalej. Co chwilę zaglądałam za siebie by sprawdzać czy nikt za nami nie idzie.
- Nie zgubimy się?
- Ze mną nie. - uśmiechnął się, ale było widać, że myśli o tym co zrobiła ta Catharina. Stanęliśmy na chwilę. Drogi się rozwiedlały.
- Joe, o co jej chodziło, gdy powiedziała coś o twoim bracie?
Skrzywił się.
- Jeśli nie chcesz mi nic mówić to okej. Chodzmy na lewo. - powiedziałam i ruszyłam.
(Joe?)
- Prowadź.
Weszliśmy dalej. Co chwilę zaglądałam za siebie by sprawdzać czy nikt za nami nie idzie.
- Nie zgubimy się?
- Ze mną nie. - uśmiechnął się, ale było widać, że myśli o tym co zrobiła ta Catharina. Stanęliśmy na chwilę. Drogi się rozwiedlały.
- Joe, o co jej chodziło, gdy powiedziała coś o twoim bracie?
Skrzywił się.
- Jeśli nie chcesz mi nic mówić to okej. Chodzmy na lewo. - powiedziałam i ruszyłam.
(Joe?)
Od Chelle C. D.
-Tak-uśmiechnęłam się delikatnie.-Tu już jest mój pokój...
Skrzywił się nieznacznie. -To tego...dobranoc...-szepnęłam <Xawery?> |
||
Od Luke' a C. D.
[...]
- Po prostu... Nie chcę Cię ranić. Ale dla niego się zmienię. Obiecuję - zapewniłem, patrząc jej prosto w oczy. - Tylko go nie oddawaj...
(Lindsey?)
- Po prostu... Nie chcę Cię ranić. Ale dla niego się zmienię. Obiecuję - zapewniłem, patrząc jej prosto w oczy. - Tylko go nie oddawaj...
(Lindsey?)
Od Lindsey C. D.
[...] Zamknęłam oczy.
-Luke...możesz mieć nawet miliardy kochanek. Ja i tak Cię kocham-uśmiechnęłam się do niego ciepło.
<Luke?>
-Luke...możesz mieć nawet miliardy kochanek. Ja i tak Cię kocham-uśmiechnęłam się do niego ciepło.
<Luke?>
Od Jaspera C. D.
[...]
- Okey, okey - powiedziałem i przestałem. Spojrzałem na niebo. - Chyba musimy już wracać.
(Korino?)
- Okey, okey - powiedziałem i przestałem. Spojrzałem na niebo. - Chyba musimy już wracać.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Zaczęłam się głośno śmiać.
Z resztą Jasper też. Ja również zaczęłam go łaskotać. Ale Jasper był silniejszy i odpierał moje "ataki". -Nie wystarczy..........wystarczy-śmiałam się nadal. (Jasper??) |
|
Od Joe C. D.
[...] Zaśmiałem się gwałtownie, krztusząc wodą. Wypłynąłem na powierzchnię.
- Tu się schowałaś - powiedziałem, rozbawiony.
(Riley?)
- Tu się schowałaś - powiedziałem, rozbawiony.
(Riley?)
Od Riley C. D.
Pęcherzyki powietrza zasłoniły nam pole widzenia.
Zanurkowałam pod Joe i byłam teraz za nim. On pod wodą, zastanawiał się gdzie jestem. Potem się odwrócił za siebie i pocałowaliśmy się. (Joe??) |
||
Od Luke' a C. D.
[...]
- Tak... - wyszeptałem i dotknąłem nieśmiało główki chłopca. - Jak go nazwiemy? Leo.
- Elliot...
- Leo. Błagam Cię - spojrzałem na nią prosząco. Uśmiechnęła się.
- Leo Elliot. Syn Luke' a Avengera i Lindsey Morgan.
- O tak... - powiedziałem i nachyliłem się, aby pocałować w czoło Lindsey. Zamarłem tuż przed jej twarzą. Przecież ona mnie nie kocha - pomyślałem.
(Lindsey?)
- Tak... - wyszeptałem i dotknąłem nieśmiało główki chłopca. - Jak go nazwiemy? Leo.
- Elliot...
- Leo. Błagam Cię - spojrzałem na nią prosząco. Uśmiechnęła się.
- Leo Elliot. Syn Luke' a Avengera i Lindsey Morgan.
- O tak... - powiedziałem i nachyliłem się, aby pocałować w czoło Lindsey. Zamarłem tuż przed jej twarzą. Przecież ona mnie nie kocha - pomyślałem.
(Lindsey?)
Od Xawerego C. D.
[...]
- No to chodźmy.
Poszliśmy dalej korytarzem , a światło padało jedynie z niewielkiego płomyka. Nagle w dali dało się usłyszeć kroki. Szybko zgasiłem światło i złapałem Chelle za rękę. Stanęliśmy pod ścianą przy zakręcie w inny korytarz. Po kilku minutach w ciemności dało się zobaczyć trochę sylwetki postaci. Na szczęście szybko odeszła , a ja i Chelle odetchnęliśmy z ulgą.
- Było blisko. - szepnąłem.
(Chelle?)
- No to chodźmy.
Poszliśmy dalej korytarzem , a światło padało jedynie z niewielkiego płomyka. Nagle w dali dało się usłyszeć kroki. Szybko zgasiłem światło i złapałem Chelle za rękę. Stanęliśmy pod ścianą przy zakręcie w inny korytarz. Po kilku minutach w ciemności dało się zobaczyć trochę sylwetki postaci. Na szczęście szybko odeszła , a ja i Chelle odetchnęliśmy z ulgą.
- Było blisko. - szepnąłem.
(Chelle?)
Od Lindsey C. D.
[...]
-Patrz jaki jest do Ciebie podobny.-uśmiechnęłam się tuląc malca. Luke patrzał na tą scenę jak oczarowany.
<Luke?>
-Patrz jaki jest do Ciebie podobny.-uśmiechnęłam się tuląc malca. Luke patrzał na tą scenę jak oczarowany.
<Luke?>
Od Luke' a C. D.
[...] Podróż do Alabamy była ciężka. W tej
samej chwili, w której się rozłączyłem, wsiadałem do pociągu. Miałem
przeczucie. Droga ciągnęła się niemiłosiernie. Dotarłem nad ranem. Swoje
kroki od razu skierowałem pod adres, który wcześniej pokazywała mi
Lindsey. Zapukałem ostrożnie do drzwi. Otworzyła mi chuda, paląca
kobieta z nienawiścią w oczach.
- Przepraszam, szukam Lindsey... - zacząłem.
- Kim jesteś?! Czego chcesz od Lindsey?! - rzuciła ostro.
- Jestem Luke Avenger i jestem... Znajomym Lindsey.
- Luke. Znam to imię. To Ty jesteś tym gówniarzem, który jej dziecko zrobił!
- Może i jestem. Chcę się z nią widzieć - rzuciłem jej wyzywające spojrzenie.
- Jest w szpitalu. Dziś w nocy urodziła -
powiedziała beznamiętnie i zamknęła mi drzwi przed nosem. Po pierwszym
szoku, zadzwoniłem po taksówkę i pojechałem do pierwszego szpitala.
Pielęgniarka zerkała na mnie podejrzliwie, ale zaprowadziła mnie do
Lindsey. I wtedy go zobaczyłem... Mojego ślicznego synka...
(Lindsey?)
środa, 27 lutego 2013
Od Lindsey C. D.
Poczułam łzy na policzkach. Położyłam się na łóżku i zasnęłam.
***Gdzieś w środku nocy XD*** Poczułam gwałtowne skurcze. Zaczęłam panikować. Potem...potem mało już pamiętałam. Byłam zamroczona. Po paru godzinach pielęgniarka przyniosła mi dziecko. -Synek-uśmiechnęła się. Do mnie nadal nie docierało co właśnie się stało. Patrzałam na moje dziecko jak otępiała. Moje dziecko. Mój syn. Przytuliłam go do siebie. Poczułam łzy w oczach. |
Od Luke' a C. D.
[...] Usiadłem na swoim łóżku i spojrzałem na napis na suficie. Diana. Spojrzałem na swoje ubrania. Brak paska. Hiukset. Spojrzałem na swoją twarz. Moje rysy na twarzy dziecka. Lindsey. I spojrzałem na bliznę na plecach. Catharina. Zakopałem się pod kołdrą i chciałem tylko jednego. Śmierci.,
Od Hiukset C. D.
Gdy drzwi pokoju Luke'a zamknęły się z cichym skrzypnięciem, szepnęłam.
- Tak... Sama tego chciałam.
Ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na parapecie, oparłam głowę o ścianę i zastanawiałam się co dalej. Wiedziałam, że Luke w głębi serca kocha Lindsey, ale jakoś nie mogłam tego przyjąć do wiadomości.
" Może lepiej będzie jak wyjadę ? " - zadawałam sobie to pytanie w myślach.
Ta perspektywa była chyba najlepszym wyjściem, ale co dalej. Co z przyszłością ? Pracą ? Szkołą ? Głowa bolała mnie od tego wszystkiego.
Luke ? Co zrobiłeś w swoim pokoju ?
- Tak... Sama tego chciałam.
Ruszyłam do swojego pokoju. Usiadłam na parapecie, oparłam głowę o ścianę i zastanawiałam się co dalej. Wiedziałam, że Luke w głębi serca kocha Lindsey, ale jakoś nie mogłam tego przyjąć do wiadomości.
" Może lepiej będzie jak wyjadę ? " - zadawałam sobie to pytanie w myślach.
Ta perspektywa była chyba najlepszym wyjściem, ale co dalej. Co z przyszłością ? Pracą ? Szkołą ? Głowa bolała mnie od tego wszystkiego.
Luke ? Co zrobiłeś w swoim pokoju ?
Od Luke' a C. D.
[...]
- Ale sama tego chciałaś - zaśmiałem się. - Okey, idę do siebie. Jakbyś czegoś potrzebowała, wiesz, gdzie mnie szukać.
(Hiukset?)
- Ale sama tego chciałaś - zaśmiałem się. - Okey, idę do siebie. Jakbyś czegoś potrzebowała, wiesz, gdzie mnie szukać.
(Hiukset?)
Od Luke' a C. D.
[...]
- Lindsey... - jęknąłem, gdy skończyła opowiadać. - Nie oddasz tego dziecka.
- Tobie życia nie zniszczy - warknęła.
- Nie oddasz go! Jeśli nie chcesz się nim zajmować, ja to zrobię - krzyknąłem i rozłączyłem się. Byłem w szoku. Przybity, smutny i... Cholernie samotny.
(Lindsey?)
- Lindsey... - jęknąłem, gdy skończyła opowiadać. - Nie oddasz tego dziecka.
- Tobie życia nie zniszczy - warknęła.
- Nie oddasz go! Jeśli nie chcesz się nim zajmować, ja to zrobię - krzyknąłem i rozłączyłem się. Byłem w szoku. Przybity, smutny i... Cholernie samotny.
(Lindsey?)
Od Hiukset C. D.
- Nie, nie, nie. Po prostu... zrozumiałeś
mnie źle. Ci którzy dużo przeszli, zostali wiele razy wykorzystani,
porzuceni stają się tacy. Po prostu nie ufają swoim uczuciom i je
wyłączają. Teraz rozumiesz ? W ogóle nie chciałam nawiązać do twoich
romansów, jednorazowych nocy i nie wiadomo czego. Przecież sama się w to
wplątałam.
Zaśmiałam się cicho.
Luke? |
||
Od Lindsey C. D.
-Gwen...pomóż mi...-jęknęłam spoglądając
błagalnie na dziewczynę. Była zbudowana tak jak jej ojciec. Przysadzista
ale nie gruba. Delikatnie przy kości. Dość niska. Jej matka to zupełne
przeciwieństwo. Chuda, nieprzyjemna. Źle jej z oczu patrzyło zawsze,
nawet jak wujek jeszcze żył. Gwen rozłożyła ręce w geście bezradności.
-Jeśli to była wola twojej matki to do 18-stki musisz tu zostać.-westchnęła. Jęknęłam cicho. -A co z dzieckiem?-szepnęłam -Nie mam pojęcia-odparła dziewczyna. Nastała cisza. -Co Ty byś zrobiła?-przerwałam milczenie -Ja? Szczerze? Usunęłabym to dziecko jak tylko bym się o nim dowiedziała. A teraz to...-mruknęła spoglądając na mój spory już brzuch-Teraz to oddałabym do sierocińca zaraz po urodzeniu. Nie chciałabym żeby dzieciak zniszczył mi życie. To wielka odpowiedzialność. Jej słowa mnie sparaliżowały. Z drugiej strony ma trochę racji...Zadzwonił Luke. -Gdzie jesteś?-spytał z nutą zmartwienia w głosie. Opowiedziałam mu wszystko. <Luke?> |
||
Od Luke' a C. D.
[...] Podrapałem się po karku. Zrobiło się niezręcznie.
- Wiesz, nie bardzo Cię rozumiem. Nie rozumiem tych 'uczuć'. Chcesz mi powiedzieć, że jestem tak bestialski, że wykorzystuję każdą napotkaną dziewczynę, one potem cierpią, nie kochają, i to wszystko moja wina?
(Hiukset?)
- Wiesz, nie bardzo Cię rozumiem. Nie rozumiem tych 'uczuć'. Chcesz mi powiedzieć, że jestem tak bestialski, że wykorzystuję każdą napotkaną dziewczynę, one potem cierpią, nie kochają, i to wszystko moja wina?
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
- Chodziło mi o uczucia Luke. Gdy ludzie kogoś wykorzystują, łamią mu
serce to... ta osoba prędzej czy później traci swoje uczucia. I właśnie w
moim przypadku, straciłam już dobrą połowę.
Uśmiechnęłam się.
Luke?
Uśmiechnęłam się.
Luke?
Od Lindsey
Zadzwoniła do mnie ciotka Shannon. Znowu.
-Co tym razem?-burknęłam
-Lin skarbie...przyjedź do nas, do Alabamy. Proszę Cię.-mówiła przesłodzonym głosikiem. Ona nigdy nie była dla mnie miła.
-Po co? Mówiłam Ci już, zostaję tutaj.-odparłam bez emocji
-Dziecko proszę Cię. Znalazłam list od twojej matki, napisany jeszcze przed śmiercią...-zatkało mnie. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. 5 lat minęło a ona dopiero teraz odnajduje list.
-Dobra. Przyjadę.-mruknęłam i się rozłączyłam. Pięć godzin później siedziałam w salonie ciotki Shannon. Stare meble dodawały mu dziwnego uroku. Z lekka upiornego.
-Widzisz Lindsey...przeszukiwałam stare rzeczy mamy. Wtedy znalazłam ten list.-podała mu papier.-przeczytaj. Wzięłam list do ręki i zaczęłam czytać. Wyraźnie mówił, że w razie śmierci matki muszę zostać pod opieką ciotki.
-Nie, to są jakieś jaja. Nie wierzę Ci.-obrzuciłam ciotkę lodowatym spojrzeniem.
-Lindsey to prawda. To pismo mojej siostry a twojej matki. Nie jesteś pełnoletnia. Musisz tu zostać.-zawyrokowała.
-Chyba sobie kpisz. W Akademii mieszka ojciec mojego dziecka, nie rozumiesz tego?!-warknęłam
-Lin ma rację. Kobieto, ona niedługo rodzi, jej dziecko potrzebuje ojca.-ni stąd ni zowąd w drzwiach salonu pojawiła się córka Shannon - Gwen.
-Ty się nie wtrącaj szczeniaku-rzuciła ciotka w jej stronę
-Tylko nie szczeniaku!-od śmierci mojego wujka ta rodzina przestała być kochająca. Z resztą charakter ciotki na to nie pozwalał. Nie dopuszczała do siebie żadnych uczuć. I nie żywiła ich do córki. Gwen była dla niej obca.
-Zamknij się gówniaro! Poszła mi stąd!-krzyknęła ciotka
-Ona jest w ciąży nie rozumiesz tego?! Ty jesteś jakaś niepoczytalna!-Gwen potrząsnęła matką.
-Rozłożyła nogi to ma!-syknęła ciotka. Mocno mnie to zabolało. Zagryzłam wargi. Gwen spojrzała na matkę zszokowana.
-Zejdź mi z oczu kobieto bo nie ręczę za siebie-syknęła cicho. Ciotka zaklęła głośno i wyszła.
-Przepraszam Lin. Ona nie chciała. Taka jest od czasu śmierci taty...-westchnęła dziewczyna siadając na fotelu obok mnie.
<Ciąg dalszy nastąpi>
-Co tym razem?-burknęłam
-Lin skarbie...przyjedź do nas, do Alabamy. Proszę Cię.-mówiła przesłodzonym głosikiem. Ona nigdy nie była dla mnie miła.
-Po co? Mówiłam Ci już, zostaję tutaj.-odparłam bez emocji
-Dziecko proszę Cię. Znalazłam list od twojej matki, napisany jeszcze przed śmiercią...-zatkało mnie. Nie mogłam wydusić z siebie słowa. 5 lat minęło a ona dopiero teraz odnajduje list.
-Dobra. Przyjadę.-mruknęłam i się rozłączyłam. Pięć godzin później siedziałam w salonie ciotki Shannon. Stare meble dodawały mu dziwnego uroku. Z lekka upiornego.
-Widzisz Lindsey...przeszukiwałam stare rzeczy mamy. Wtedy znalazłam ten list.-podała mu papier.-przeczytaj. Wzięłam list do ręki i zaczęłam czytać. Wyraźnie mówił, że w razie śmierci matki muszę zostać pod opieką ciotki.
-Nie, to są jakieś jaja. Nie wierzę Ci.-obrzuciłam ciotkę lodowatym spojrzeniem.
-Lindsey to prawda. To pismo mojej siostry a twojej matki. Nie jesteś pełnoletnia. Musisz tu zostać.-zawyrokowała.
-Chyba sobie kpisz. W Akademii mieszka ojciec mojego dziecka, nie rozumiesz tego?!-warknęłam
-Lin ma rację. Kobieto, ona niedługo rodzi, jej dziecko potrzebuje ojca.-ni stąd ni zowąd w drzwiach salonu pojawiła się córka Shannon - Gwen.
-Ty się nie wtrącaj szczeniaku-rzuciła ciotka w jej stronę
-Tylko nie szczeniaku!-od śmierci mojego wujka ta rodzina przestała być kochająca. Z resztą charakter ciotki na to nie pozwalał. Nie dopuszczała do siebie żadnych uczuć. I nie żywiła ich do córki. Gwen była dla niej obca.
-Zamknij się gówniaro! Poszła mi stąd!-krzyknęła ciotka
-Ona jest w ciąży nie rozumiesz tego?! Ty jesteś jakaś niepoczytalna!-Gwen potrząsnęła matką.
-Rozłożyła nogi to ma!-syknęła ciotka. Mocno mnie to zabolało. Zagryzłam wargi. Gwen spojrzała na matkę zszokowana.
-Zejdź mi z oczu kobieto bo nie ręczę za siebie-syknęła cicho. Ciotka zaklęła głośno i wyszła.
-Przepraszam Lin. Ona nie chciała. Taka jest od czasu śmierci taty...-westchnęła dziewczyna siadając na fotelu obok mnie.
<Ciąg dalszy nastąpi>
Od Joe C. D.
[...] Zdążyłem tylko nabrać powietrza i znów wylądowałem w wodzie, przygnieciony ciałem Riley. Nie spodziewała się, że zacznę ją łaskotać. Śmiejąc się, zaczęła wypuszczać okrągłe bańki powietrza. Pęcherzyki pękały niemal natychmiast. A ponieważ oboje się śmialiśmy, pęcherzyki otoczyły nas, niczym zasłona.
(Riley?)
(Riley?)
Od Riley C. D.
Kiwnęłam głową na znak zrozumienia.
-No ale chyba powinnam się odpłacić za wrzucenie mnie do wody bez uprzedzenia-zaśmiałam się i skoczyłam na Joe.
(Joe?)
-No ale chyba powinnam się odpłacić za wrzucenie mnie do wody bez uprzedzenia-zaśmiałam się i skoczyłam na Joe.
(Joe?)
Od Jaspera C. D.
[...]
- I mam nadzieję, że obiecasz danego mi słowa - zaśmiałem się i zacząłem łaskotać Korinę.
(Korino?)
- I mam nadzieję, że obiecasz danego mi słowa - zaśmiałem się i zacząłem łaskotać Korinę.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Uśmiechnęłam się do niego niepewnie.
-Faktycznie obiecałam Ci ,że nie będę się smucić -przypomniałam
(Jasper?)
-Faktycznie obiecałam Ci ,że nie będę się smucić -przypomniałam
(Jasper?)
Od Luke' a C. D.
[...]
- Co masz na myśli? - spytałem ostrożnie.
(Hiukset?)
- Co masz na myśli? - spytałem ostrożnie.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
- Ale ja zadałam ci pytanie. - powiedziałam.
- Ale odpowiedz.
Westchnęłam.
- Ja... Ja byłam zakochana w pewnym chłopaku, którego poznałam zaraz gdy wyszłam z poprawczaka. Ale... on mnie nie kochał. Wykorzystywał mnie tylko po to, żeby kupować dragi, po mniejszej cenie. Miałam niezłe wpływy u dilerów. Jednak, gdy przestałam je "załatwiać" odszedł, bez pożegnania, bez słowa. Od tamtej pory, nigdy nie byłam zakochana. Nauczyłam się, że nie warto, bo ta druga osoba, "nasza ukochana" może złamać serce i nic przy tym nie zyskamy. Tylko stracimy to co najważniejsze...
Opuściłam wzrok.
Luke?
- Ale odpowiedz.
Westchnęłam.
- Ja... Ja byłam zakochana w pewnym chłopaku, którego poznałam zaraz gdy wyszłam z poprawczaka. Ale... on mnie nie kochał. Wykorzystywał mnie tylko po to, żeby kupować dragi, po mniejszej cenie. Miałam niezłe wpływy u dilerów. Jednak, gdy przestałam je "załatwiać" odszedł, bez pożegnania, bez słowa. Od tamtej pory, nigdy nie byłam zakochana. Nauczyłam się, że nie warto, bo ta druga osoba, "nasza ukochana" może złamać serce i nic przy tym nie zyskamy. Tylko stracimy to co najważniejsze...
Opuściłam wzrok.
Luke?
Od Mercedes C. D.
[...]
- Tatuaże są dla mnie znakiem, że jestem Wojowniczką. Niegdyś, tylko wojownicy, którzy zabili wroga mogli dostąpić zaszczytu posiadania tatuaży. Często tatuowali całe ciało - powiedziałam jednym tchem. Soul był zaskoczony; pewnie o tym nie wiedział.
- Czy Ty też zabiłaś wroga? - spytał z lekkim rozbawieniem.
- Tak. Pokonałam swojego wroga - uśmiechnęłam się triumfująco. Polubiłam tego jasnowłosego chłopaka. - Jak tu trafiłeś?
(Soul?)
- Tatuaże są dla mnie znakiem, że jestem Wojowniczką. Niegdyś, tylko wojownicy, którzy zabili wroga mogli dostąpić zaszczytu posiadania tatuaży. Często tatuowali całe ciało - powiedziałam jednym tchem. Soul był zaskoczony; pewnie o tym nie wiedział.
- Czy Ty też zabiłaś wroga? - spytał z lekkim rozbawieniem.
- Tak. Pokonałam swojego wroga - uśmiechnęłam się triumfująco. Polubiłam tego jasnowłosego chłopaka. - Jak tu trafiłeś?
(Soul?)
Od Soul' a
Trafiłem do Akademii. Chodziłem po mieście ,bez celowo rozglądając się
wszędzie.Ludzie dziwnie się paczyli na mnie,czułem sie jak idiota lecz
to przesto że jestem nowy.Nagle zauważyłem przy jakimś budynku
dziewczyne która mi znajomo wyglądała podeszłem do niej i zagadałem.
- Hej jesteś z akademii ?
- No tak...- Odparła sucho na początku - A czego chcesz? ty tez jesteś z akademii ?
- Tak,jestem tu nowy...
- To spoko właśnie widziałam cię ale cie nie skojarzyłam bo pierwszy raz cie widziałam i może przez to - Uśmiechnęła się
- Heh wiem czuje się dziwnie tu...
- Nie przejmuj się tak,a w ogóle do jestem Mercedes...
- Heh Jestem Soul... - Popatrzyła się na mnie ,zauważyłem że ma całe ciało w tatuażach... - Widzę że interesujesz się tatuażami Hmm...???
- Tak...- Pokazała swoja rękę...
< Mercedes ? >
- Hej jesteś z akademii ?
- No tak...- Odparła sucho na początku - A czego chcesz? ty tez jesteś z akademii ?
- Tak,jestem tu nowy...
- To spoko właśnie widziałam cię ale cie nie skojarzyłam bo pierwszy raz cie widziałam i może przez to - Uśmiechnęła się
- Heh wiem czuje się dziwnie tu...
- Nie przejmuj się tak,a w ogóle do jestem Mercedes...
- Heh Jestem Soul... - Popatrzyła się na mnie ,zauważyłem że ma całe ciało w tatuażach... - Widzę że interesujesz się tatuażami Hmm...???
- Tak...- Pokazała swoja rękę...
< Mercedes ? >
Od Riny
Zdyszana wpadłam do sali zajęć z magii
umysłu. Przeprosiłam nauczyciela za spóźnienie i usiadłam na swoje
miejsce niedaleko okna. Miałam z tamta całkiem ładny widok.
Nie mogłam się skupić na tym o czym mówił nauczyciel. Co chwila coś odwracało moją uwagę.
Co jakiś czas do mojego umysłu "wpadały" nieproszone myśli co jeszcze bardziej mnie rozkojarzało i irytowało. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje- nie mogłam nawet utrzymać psychicznej bariery ochronnej.
Z trudem wysiedziałam na wszystkich siedmiu dzisiejszych lekcjach, po czym z bólem głowy poszłam poszukać ustronnego miejsca.
Nie miałabym nic przeciwko własnemu pokojowi, ale w dormitorium jest zbyt dużo uczniów.Wyszłam więc na dwór.
Chłodne powietrze nieco mnie orzeźwiło i złagodziło migrenę. Jenak po kilku minutach już żałowałam, że tu przyszłam- było o wiele zimniej niż myślałam i teraz stałam zmarznięta na tarasie.
-Nie za zimno jak na spacer na dworze?-dobiegł mnie z tyłu cichy głos.
Odwróciłam się. Niedaleko mnie stał jasnowłosy chłopak.
-Jest nieco...chłodno - powiedziałam w końcu.
-Weź to-zaproponował zdejmując szary płaszcz.
-A ty?
-Ja jakoś wytrzymam.
Z wdzięcznością przyjęłam nakrycie.
-Jestem Rina.
-Xavery, ale większość mówi mi Kaede.
-Czyżbym trafiła do grona zaufanych?-pytałam z uśmiechem.
-Chyba można to tak nazwać.
-Może wejdziemy do środka?-zaproponowałam. Mialam wyrzuty sumienia, że pozbawiłam chłopaka płaszcza.
<Kaede?>
Nie mogłam się skupić na tym o czym mówił nauczyciel. Co chwila coś odwracało moją uwagę.
Co jakiś czas do mojego umysłu "wpadały" nieproszone myśli co jeszcze bardziej mnie rozkojarzało i irytowało. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje- nie mogłam nawet utrzymać psychicznej bariery ochronnej.
Z trudem wysiedziałam na wszystkich siedmiu dzisiejszych lekcjach, po czym z bólem głowy poszłam poszukać ustronnego miejsca.
Nie miałabym nic przeciwko własnemu pokojowi, ale w dormitorium jest zbyt dużo uczniów.Wyszłam więc na dwór.
Chłodne powietrze nieco mnie orzeźwiło i złagodziło migrenę. Jenak po kilku minutach już żałowałam, że tu przyszłam- było o wiele zimniej niż myślałam i teraz stałam zmarznięta na tarasie.
-Nie za zimno jak na spacer na dworze?-dobiegł mnie z tyłu cichy głos.
Odwróciłam się. Niedaleko mnie stał jasnowłosy chłopak.
-Jest nieco...chłodno - powiedziałam w końcu.
-Weź to-zaproponował zdejmując szary płaszcz.
-A ty?
-Ja jakoś wytrzymam.
Z wdzięcznością przyjęłam nakrycie.
-Jestem Rina.
-Xavery, ale większość mówi mi Kaede.
-Czyżbym trafiła do grona zaufanych?-pytałam z uśmiechem.
-Chyba można to tak nazwać.
-Może wejdziemy do środka?-zaproponowałam. Mialam wyrzuty sumienia, że pozbawiłam chłopaka płaszcza.
<Kaede?>
Od Jaspera C. D.
[...] Odsunąłem się od Lotte.
- Nie chcę o tym rozmawiać, rozumiesz? Nie zdradziłem Cię wtedy. Nie zdradziłem Cię. A to, że tak myślałaś... Że mi nie ufałaś... Było jak nóż. Jakbyś wbiła mi miecz w plecy. Przebiła skórę i napawała się widokiem wypływającej krwi gdy przedziurawiasz mnie powoli, na wylot.
(Charlotte?)
- Nie chcę o tym rozmawiać, rozumiesz? Nie zdradziłem Cię wtedy. Nie zdradziłem Cię. A to, że tak myślałaś... Że mi nie ufałaś... Było jak nóż. Jakbyś wbiła mi miecz w plecy. Przebiła skórę i napawała się widokiem wypływającej krwi gdy przedziurawiasz mnie powoli, na wylot.
(Charlotte?)
Od Charlotte C. D.
- Czyżby?
- Bardzo - szepnął.
- Ale uprzedzam, że jak tym razem mnie zranisz to złamię Ci nos, nie wspominając o Sally - pobladł. - A teraz chodź.
Pociągnęłam go do mojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Rzuciliśmy się na łóżko nie przestając się całować. Jasper zaczął mnie rozbierać.
- A z tym nosem to na serio?
- Tak, ale chyba nie zamierzasz mnie skrzywdzić czy zdradzić?
(Jasper?)
- Bardzo - szepnął.
- Ale uprzedzam, że jak tym razem mnie zranisz to złamię Ci nos, nie wspominając o Sally - pobladł. - A teraz chodź.
Pociągnęłam go do mojego pokoju. Zamknął drzwi na klucz. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Rzuciliśmy się na łóżko nie przestając się całować. Jasper zaczął mnie rozbierać.
- A z tym nosem to na serio?
- Tak, ale chyba nie zamierzasz mnie skrzywdzić czy zdradzić?
(Jasper?)
Od Diany C. D.
Czułam place Luke na moich plecach. Przymknęłam oczy i się uśmiechnęłam delikatnie.
- Podobało ci się.
- Tak. - odpowiedziałam bez zastanowienia. Jednak po chwili coś mi się przypomniało. Podniosłam się szybko. - Źle zrobiłam.
- Co takiego?
- Nie powinnam być tu z tobą. To trochę... ciężko zrozumieć.
- Postaram się zrozumieć.
- Nie Luke. Każdy musi mieć swoje tajemnice. Wybacz, ale powinam chyba iść.
Wstałam z łóżka i podeszłam po swoje ciuchy. Boże. Jak ja chciałam z nim zostać, ale wiedziałam, że może się to źle skończyć. Odwróciłam się do niego, posłałam mu uśmiech i stanęłam koło okna.
- Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy i że mi to wybaczysz.
Wyskoczyłam przez okno i wylądowałam na ziemi z gracją. Zrobiło się już ciemno, więc poszłam pod drzewo i usiadłam pod nim, by wszystko przemyśleć.
(Luke, chcesz coś dodać?)
- Podobało ci się.
- Tak. - odpowiedziałam bez zastanowienia. Jednak po chwili coś mi się przypomniało. Podniosłam się szybko. - Źle zrobiłam.
- Co takiego?
- Nie powinnam być tu z tobą. To trochę... ciężko zrozumieć.
- Postaram się zrozumieć.
- Nie Luke. Każdy musi mieć swoje tajemnice. Wybacz, ale powinam chyba iść.
Wstałam z łóżka i podeszłam po swoje ciuchy. Boże. Jak ja chciałam z nim zostać, ale wiedziałam, że może się to źle skończyć. Odwróciłam się do niego, posłałam mu uśmiech i stanęłam koło okna.
- Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy i że mi to wybaczysz.
Wyskoczyłam przez okno i wylądowałam na ziemi z gracją. Zrobiło się już ciemno, więc poszłam pod drzewo i usiadłam pod nim, by wszystko przemyśleć.
(Luke, chcesz coś dodać?)
Od Joe C. D.
[...] Chwyciłem jej dłoń, ale natychmiast poczułem dreszcz dotyku Cathariny na mnie... Jej niewidzialne ręce, co ze mną robiły... Skuliłem się gwałtownie i równie gwałtownie wstałem.
- Idziemy dalej - powiedziałem twardo. - Nie dam się złamać. Nigdy. Nie dam się złamać.
(Cassie?)
- Idziemy dalej - powiedziałem twardo. - Nie dam się złamać. Nigdy. Nie dam się złamać.
(Cassie?)
Od Cassie C. D.
- Joe? Wszystko w porządku?
- Nie. Wykorzystała mnie.
- Widziałam ją pierwszy raz, ale ona jest...
-... przerażająca?
- Tak. - podeszłam do niego i podałam mu rękę. - Idziemy dalej czy wracamy?
(Joe?)
- Nie. Wykorzystała mnie.
- Widziałam ją pierwszy raz, ale ona jest...
-... przerażająca?
- Tak. - podeszłam do niego i podałam mu rękę. - Idziemy dalej czy wracamy?
(Joe?)
Od Charlotte
Chodziłam bez celu po pustym pokoju.
Czułam w sobie przepaść, której nikt nie mógł przekroczyć, nikt nie
potrafił. No prawie nikt... Były dwie osoby, Sally zakręcona narkomanka,
która zaczęła się leczyć zawsze potrafił mnie zmotywować i Will mój,
zabawny, nienormalny... Wyszłam na korytarz, jak zawsze dużo ludzi...
Nikogo z kim chciałabym pogadać. Nagle na korytarzu pojawił się wysoki
chłopak, szatyn. Rozpoznałam go od razu, podeszłam do niego.
- Cześć, przystojniaku!
- Hejka Lotte - przytulił się do mnie. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak kilka tygodni bez Ciebie to wieczność - pocałowałam go, spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Myślałem, że odnalazłaś swojego rycerza na białym koniu.
- Odnalazłam, odnalazłam - uśmiechnęłam się. - Ale i tak Cię kocham.
- Hmmm, kochasz czy ubóstwiasz?
- Ej, jeszcze Cię moim bożkiem nie zrobiłam! Ale kto wie. Idziemy gdzieś? Nudzi mi się tutaj!
(Will?)
- Cześć, przystojniaku!
- Hejka Lotte - przytulił się do mnie. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak kilka tygodni bez Ciebie to wieczność - pocałowałam go, spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Myślałem, że odnalazłaś swojego rycerza na białym koniu.
- Odnalazłam, odnalazłam - uśmiechnęłam się. - Ale i tak Cię kocham.
- Hmmm, kochasz czy ubóstwiasz?
- Ej, jeszcze Cię moim bożkiem nie zrobiłam! Ale kto wie. Idziemy gdzieś? Nudzi mi się tutaj!
(Will?)
Od Joe C. D.
[...] Po chwili wypłynąłem na powierzchnię, aby zaczerpnąć powietrza. Znad wody obserwowałem jak Riley nadal nurkuje, śmiejąc się przy tym. W końcu pojawiła się i wzięła głęboki oddech.
- Mięczaku!
- O nie! - zaprzeczyłem. - Mam słabe płuca. Jak byłem niemowlakiem, przechodziłem ciężką chorobę, która zaprowadziła trwałe zmiany w moich płucach i drogach oddechowych - wytłumaczyłem.
(Riley?)
- Mięczaku!
- O nie! - zaprzeczyłem. - Mam słabe płuca. Jak byłem niemowlakiem, przechodziłem ciężką chorobę, która zaprowadziła trwałe zmiany w moich płucach i drogach oddechowych - wytłumaczyłem.
(Riley?)
Od Riley C. D.
Byłam centralnie pod nim.
Płynęłam pod nim na plecach i oboje patrzyliśmy się na siebie. Jeśli chodzi o mnie długo mogłam wstrzymać oddech, ale nie wiem jak Joe. (Joe??) |
Od Riley C. D.
Byłam centralnie pod nim.
Płynęłam pod nim na plecach i oboje patrzyliśmy się na siebie. Jeśli chodzi o mnie długo mogłam wstrzymać oddech, ale nie wiem jak Joe. (Joe??) |
Od Jaspera C. D.
[...]
- Hej! - zaprotestowałem. - Nie wolno Ci się smucić. Pamiętaj o tym.
Przysunąłem się do niej i objąłem pocieszająco jedną ręką.
(Korino?)
- Hej! - zaprotestowałem. - Nie wolno Ci się smucić. Pamiętaj o tym.
Przysunąłem się do niej i objąłem pocieszająco jedną ręką.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Spojrzałam na niego.
-Sama nie wiem-westchnęłam smutno.
(Jasper??)
-Sama nie wiem-westchnęłam smutno.
(Jasper??)
Od Luke' a C. D.
[...] Nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc postanowiłem przemilczeć to pytanie.
- Czułaś to... Do kogo? - spytałem.
(Hiukset?)
- Czułaś to... Do kogo? - spytałem.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Byłam już przed drzwiami pokoju, naciskałam klamkę.
- Hiukset ? - usłyszałam głos Luke'a.
- Tak ?
- Czy ty czujesz albo czułaś, to o czym opowiadałaś Joe'mu ?
- Nie wiem Luke. Nie umiem się wyrazić, wiem to śmieszne... ale... chyba czułam. - przygryzłam wargę - A ty ? Ty to kiedyś czułeś ?
Luke?
- Hiukset ? - usłyszałam głos Luke'a.
- Tak ?
- Czy ty czujesz albo czułaś, to o czym opowiadałaś Joe'mu ?
- Nie wiem Luke. Nie umiem się wyrazić, wiem to śmieszne... ale... chyba czułam. - przygryzłam wargę - A ty ? Ty to kiedyś czułeś ?
Luke?
wtorek, 26 lutego 2013
Od Jaspera C. D.
[...]
- Cholera, cholera, cholera - powiedziałem do siebie. - Też masz wrażenie, że nie powinniśmy tego robić?
(Korino?)
- Cholera, cholera, cholera - powiedziałem do siebie. - Też masz wrażenie, że nie powinniśmy tego robić?
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Odwróciłam się w jego stronę i spojrzałam mu w oczy.
Uśmiechnęłam się do niego.
(Jasper??)
Uśmiechnęłam się do niego.
(Jasper??)
Od Joe C. D.
[...] Zagwizdałem cicho. Po chwili podbiegłem do niej i znienacka wrzuciłem do wody, lecąc razem z nią. Zanurkowałem na niej, zmuszając do dotyku mojego ciała.
(Riley?)
(Riley?)
Od Riley C. D.
Zdjęłam ubranie i ukazałam swoją smukłą, szczupłą figurę oraz jasno niebieski, dwu częściowy strój.
Rozglądnęłam się chwilę po całym basenie. (Joe??) |
Od Jaspera C. D.
[...] Kochaliśmy się na piasku, z pełną namiętnością. Żadne z nas nie myślało o konsekwencjach, o niczym. Tylko o sobie. W końcu przeturlałem się na bok, dając jej odpocząć. Była młodsza ode mnie, wolniejsza. Dałem jej odpocząć, choć sam bylem niewyżyty.
(Korino?)
(Korino?)
Od Koriny C. D.
-Dla mnie jesteś wspaniały-zamruczałam mu słodko do ucha.
A potem pocałowałam.
(Jasper??)
A potem pocałowałam.
(Jasper??)
Od Joe C. D.
[...] Dotarliśmy pieszo do basenu. Był z rodzaju otwartych, z krętymi spiralami kolorowych zjeżdżalń. To tutaj wylegiwały się najładniejsze dziewczyny, a najgorętsi faceci się popisywali. Zdjąłem swoje krótkie spodenki i podkoszulkę, ukazując idealne mięśnie na brzuchu i krótkie, zielone slipki. Jedna z dziewczyn westchnęła seksownie na mój widok. Jednak ja skupiłem się na Riley.
(Riley?)
(Riley?)
Od Riley C. D.
Zaśmiałam się, na to, że on nie umie jeździć.
-Mówi się trudno-odparłam z uśmiechem.
Każde z nas poszło się przygotować na basen.
Ja ubrałam strój dwu częściowy, na to bluzkę i rybaczki.
Było dość ciepło, w końcu była prawie wiosna.
Spotkaliśmy się przed wejściem do akademii.
-No to prowadź Joe-uśmiechnęłam się.
(Joe??)
-Mówi się trudno-odparłam z uśmiechem.
Każde z nas poszło się przygotować na basen.
Ja ubrałam strój dwu częściowy, na to bluzkę i rybaczki.
Było dość ciepło, w końcu była prawie wiosna.
Spotkaliśmy się przed wejściem do akademii.
-No to prowadź Joe-uśmiechnęłam się.
(Joe??)
Od Hiukset C. D.
- Świetnie. - mruknęłam.
Wyszłam z pokoju Joe. Zastanawiałam się, dlaczego wybiegł, dlaczego. Może to przez moją "wypowiedz o miłości" ? Możliwe, ale miał dopiero 15 lat. Był za młody, aby podążać tą drogą co Luke. Westchnęłam. Cały czas słyszałam kroki Luke'a za sobą. Ciekawe ile on miał lat kiedy zaczynał. 12 ? 13 ? Luke? |
||
Od Joe C. D.
[...] Uśmiechnąłem się promiennie.
- Zdecydowanie basen. Ten tutaj, jest genialny. Uwierz. A rolki... Szczerze powiedziawszy, nie umiem jeździć - powiedziałem, zakłopotany.
(Riley?)
- Zdecydowanie basen. Ten tutaj, jest genialny. Uwierz. A rolki... Szczerze powiedziawszy, nie umiem jeździć - powiedziałem, zakłopotany.
(Riley?)
Od Riley C. D.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
Pomyślałam chwilę.
-No dobra.
Musimy cię wyrwać od tego myślenia-zaśmiałam się-co powiesz na rolki lub basen?
(Joe??)
Pomyślałam chwilę.
-No dobra.
Musimy cię wyrwać od tego myślenia-zaśmiałam się-co powiesz na rolki lub basen?
(Joe??)
Od Jaspera C. D.
[...]
- Nie jestem najwspanialszym malarzem na świecie - powiedziałem skromnie. - Jestem jednym z wielu malarzy. Ale nie wiem, czy uda mi się wybić...
(Korino?)
- Nie jestem najwspanialszym malarzem na świecie - powiedziałem skromnie. - Jestem jednym z wielu malarzy. Ale nie wiem, czy uda mi się wybić...
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Usiadłam na piasku i spojrzałam na dzieło Jasper"a.
-Siebie, wspaniały ocean, zachód słońca.
I najwspanialszego malarza na świecie-uśmiechnęłam się do niego.
(Jasper??)
-Siebie, wspaniały ocean, zachód słońca.
I najwspanialszego malarza na świecie-uśmiechnęłam się do niego.
(Jasper??)
Od Joe C. D.
[...] Zesztywniałem.
- Nie - powiedziałem.
- Nie?! Śmiesz mi się sprzeciwić. Zapłacisz za to - syknęła i wbiła mnie w naprzeciwległą ścianę. Czułem kolce na skórze. Bawiła się mną jak zabawką, wysysając duszę.
- Zostaw go! - zawołała Cassie, przerażona. Próbowała ataku, ale Catharina zablokowała go bez trudu. Dyszałem ciężko. Wiedziałem, co ze mną robi. Zaczęła gwałcić moje ciało. Czułem ekstazę, a zarazem ból i cierpienie. Gdy skończyła, podeszła do mnie i pocałowała w policzek.
- Powiedz swemu brat, że jest mi coś winien - zamruczała i znikła. Nie mogąc się uspokoić, zacząłem uderzać dłonią w ścinę, w którą wcześniej zostałem wbity.
(Cassie?)
- Nie - powiedziałem.
- Nie?! Śmiesz mi się sprzeciwić. Zapłacisz za to - syknęła i wbiła mnie w naprzeciwległą ścianę. Czułem kolce na skórze. Bawiła się mną jak zabawką, wysysając duszę.
- Zostaw go! - zawołała Cassie, przerażona. Próbowała ataku, ale Catharina zablokowała go bez trudu. Dyszałem ciężko. Wiedziałem, co ze mną robi. Zaczęła gwałcić moje ciało. Czułem ekstazę, a zarazem ból i cierpienie. Gdy skończyła, podeszła do mnie i pocałowała w policzek.
- Powiedz swemu brat, że jest mi coś winien - zamruczała i znikła. Nie mogąc się uspokoić, zacząłem uderzać dłonią w ścinę, w którą wcześniej zostałem wbity.
(Cassie?)
Od Cassie C. D.
Patrzyłam na Catharinę. Jeśli się nie myliłam to była nauczycielką. Zrobiło mi się głupio. Ona patrzyła na Joe.
- Znowu cię tu przyłapuję.
- Tylko zwiedzam.
- A ja ci pokarzę gdzie cię nie powinno być.
- Nie. Przepraszamy. To moja wina. Chciałam wiedzieć jakie tajemnice kryją te lochy. - odezwałam się.
- Jesteś nowa w akademii. Joe mógł cię ostrzec.
- Namówiłam go, chciał mówił mi, że nie powinniśmy. Proszę go nie karać.
- Wyjdźcie stąd. - powiedziała Catharina. Odwróciliśmy się. - Joe! Oddaj klucz.
(Joe?)
- Znowu cię tu przyłapuję.
- Tylko zwiedzam.
- A ja ci pokarzę gdzie cię nie powinno być.
- Nie. Przepraszamy. To moja wina. Chciałam wiedzieć jakie tajemnice kryją te lochy. - odezwałam się.
- Jesteś nowa w akademii. Joe mógł cię ostrzec.
- Namówiłam go, chciał mówił mi, że nie powinniśmy. Proszę go nie karać.
- Wyjdźcie stąd. - powiedziała Catharina. Odwróciliśmy się. - Joe! Oddaj klucz.
(Joe?)
Od Luke' a C. D.
[...] Joe podskoczył i wybiegł z pokoju, nie zwracając na nas uwagi. Zacisnąłem zęby.
- Głupi dzieciak. Za wcześnie, za wcześnie, głupi dzieciak - syczałem. Hiukset rzuciła mi spojrzenie.
- A Ty? Idzie w Twoje ślady.
- Za wcześnie.
- A Ty ile miałeś lat, co?
- Byłem młodszy - westchnąłem. - Ale tamte dziewczyny od początku wiedziały, że nie jestem ich wymarzonym mężczyzną.
(Hiukset?)
- Głupi dzieciak. Za wcześnie, za wcześnie, głupi dzieciak - syczałem. Hiukset rzuciła mi spojrzenie.
- A Ty? Idzie w Twoje ślady.
- Za wcześnie.
- A Ty ile miałeś lat, co?
- Byłem młodszy - westchnąłem. - Ale tamte dziewczyny od początku wiedziały, że nie jestem ich wymarzonym mężczyzną.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Popatrzyłam na Luke'a wzrokiem, który
mówił " Uspokój się ". Widziałam, że się denerwuje, widziałam, że jest
zły na brata. Usłuchał, mojego "rozkazu".
- Joe... Chodzi o to, że... tu chodzi o uczucia tych dziewczyn. Za wcześnie zaczynasz, aby łamać kobietom serca. Nie patrz na to co robi Luke. - westchnęłam i zamkłam oczy - Ty musisz wiedzieć, czy je kochasz. To się czuje. To się czuje, gdy jesteś z tą osobą. Widzisz jej oczy, uśmiech i chcesz dla tej jedynej osoby zrobić wszystko. Czy... czy ty czujesz to do Riley ?
Mówiłam łagodnym, spokojnym tonem. Sama siebie nie poznałam. Otworzyłam oczy, wpatrywałam się w plecy Joe i czekałam na odpowiedz.
Joe ?
- Joe... Chodzi o to, że... tu chodzi o uczucia tych dziewczyn. Za wcześnie zaczynasz, aby łamać kobietom serca. Nie patrz na to co robi Luke. - westchnęłam i zamkłam oczy - Ty musisz wiedzieć, czy je kochasz. To się czuje. To się czuje, gdy jesteś z tą osobą. Widzisz jej oczy, uśmiech i chcesz dla tej jedynej osoby zrobić wszystko. Czy... czy ty czujesz to do Riley ?
Mówiłam łagodnym, spokojnym tonem. Sama siebie nie poznałam. Otworzyłam oczy, wpatrywałam się w plecy Joe i czekałam na odpowiedz.
Joe ?
Od Joe C. D.
[...]
- Nic... - westchnąłem.
- Widzę przecież.
- Po prostu... Martwię się tym, co dyrektor mi powiedział - skłamałem gładko. Nie zauważyła tego.
- A co Ci powiedział?
- Że zostanę wyrzucony i nawet Luke nie pomoże mi. Następnym razem.
(Riley?)
- Nic... - westchnąłem.
- Widzę przecież.
- Po prostu... Martwię się tym, co dyrektor mi powiedział - skłamałem gładko. Nie zauważyła tego.
- A co Ci powiedział?
- Że zostanę wyrzucony i nawet Luke nie pomoże mi. Następnym razem.
(Riley?)
Od Riley C. D.
Nastał następny ranek.
Wstałam wcześnie i ubrałam się, a potem upięłam włosy w kucyka.
Poszłam na łąkę i ćwiczyłam magię.
Potem wróciłam do akademii i zobaczyłam Joe.
Był jakiś taki przybity i smutny.
-Joe co jest?-zapytałam podchodząc.
(Joe??)
Wstałam wcześnie i ubrałam się, a potem upięłam włosy w kucyka.
Poszłam na łąkę i ćwiczyłam magię.
Potem wróciłam do akademii i zobaczyłam Joe.
Był jakiś taki przybity i smutny.
-Joe co jest?-zapytałam podchodząc.
(Joe??)
Od Jaspera C. D.
[...] Zapadała noc, gdy skończyłem szkicować i nakładać pierwszą warstwę koloru. Podszedłem do Koriny i dotknąłem jej chłodnej, nagiej skóry.
- Co widzisz? - spytałem, pokazując drewienko wyściełane tkaniną.
(Korino?)
- Co widzisz? - spytałem, pokazując drewienko wyściełane tkaniną.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Leżałam na plaży i wpatrywałam się w ocean.
Przy zachodzie słońca to miejsce wyglądało wspaniale.
Byłam wręcz urzeczona widokiem tego wszystkiego.
(Jasper??)
Byłam wręcz urzeczona widokiem tego wszystkiego.
(Jasper??)
Od Luke' a C. D.
[...] I zaczęliśmy tańczyć, unosząc się w gwałtownej ekstazie... Rozpaliłem ją do białości, a ona nie pozostawała mi dłużna. To była jej rozkosz. Widziałem w jej oczach, że coś takiego czuła po raz pierwszy. Nie mogła udawać, a jej wzlot kończył i zaczynał się w moich ramionach. W końcu, padła bezsilnie obok mnie, ciężko dysząc.
(Diano?)
(Diano?)
Od Diany C. D.
Odchyliłam się na chwilę od niego i uśmiechnęłam. Cały czas bawił sie moimi włosami.
- Diano...
Położyłam mu palec na ustach. Chwyciłam jego dłoń i zaprowadziłam na łóżko. Usiadł, a ja usiadłam mu na kolana.
- Wiem co mówiłam, ale to...
-... jest niezwykłe. - dokończył.
- Tak, ale proszę nie mów mojej siostrze.
Nie czekając na odpowiedź zaczęłam go całować.
(Luke?)
- Diano...
Położyłam mu palec na ustach. Chwyciłam jego dłoń i zaprowadziłam na łóżko. Usiadł, a ja usiadłam mu na kolana.
- Wiem co mówiłam, ale to...
-... jest niezwykłe. - dokończył.
- Tak, ale proszę nie mów mojej siostrze.
Nie czekając na odpowiedź zaczęłam go całować.
(Luke?)
Od Joe C. D.
[...]
- Nie. Jak już mówiłem, byłem tu tylko chwilę.
- Na pewno? - spytała, lekko podejrzliwa. Zaśmiałem się.
- No tak, nie kłamałbym w tak banalnej sprawie.
Niespodziewanie, Cassie cała zbladła. Wpatrywała się w punkt za mną.
- To już nie jest tak banalne - powiedziała ze złością Catharina. Była wysoka, ponętnej budowy, o namiętnych czerwonych oczach i złotych włosach. I była wściekła.
(Cassie?)
- Nie. Jak już mówiłem, byłem tu tylko chwilę.
- Na pewno? - spytała, lekko podejrzliwa. Zaśmiałem się.
- No tak, nie kłamałbym w tak banalnej sprawie.
Niespodziewanie, Cassie cała zbladła. Wpatrywała się w punkt za mną.
- To już nie jest tak banalne - powiedziała ze złością Catharina. Była wysoka, ponętnej budowy, o namiętnych czerwonych oczach i złotych włosach. I była wściekła.
(Cassie?)
Od Cassie C. D.
- Oczywiście.
Weszłam do środka. Było ciemno, a co jakiś czas paliła się pochodnia. Poczułam mroźny powiew wiatru. Zrobiłam krok do tyłu i zatrzymałam się na Joe.
- Boisz się?
- Trochę. Wcześniej o tym nie myślałam.
- To pójdę pierwszy. - ominął mnie i poszedł. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Poczekaj na mnie. - podbiegłam.
- Nie zostawił bym cię.
- Wiedziałeś, że pójdę. Sprawdzałeś mnie.
Uśmiechnął się figlarnie. Spuściłam wzrok i poszłam pierwsza.
- Znasz już tajemnice jakie kryją te lochy?
(Joe?)
Weszłam do środka. Było ciemno, a co jakiś czas paliła się pochodnia. Poczułam mroźny powiew wiatru. Zrobiłam krok do tyłu i zatrzymałam się na Joe.
- Boisz się?
- Trochę. Wcześniej o tym nie myślałam.
- To pójdę pierwszy. - ominął mnie i poszedł. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Poczekaj na mnie. - podbiegłam.
- Nie zostawił bym cię.
- Wiedziałeś, że pójdę. Sprawdzałeś mnie.
Uśmiechnął się figlarnie. Spuściłam wzrok i poszłam pierwsza.
- Znasz już tajemnice jakie kryją te lochy?
(Joe?)
Od Cassie C. D.
- Oczywiście.
Weszłam do środka. Było ciemno, a co jakiś czas paliła się pochodnia. Poczułam mroźny powiew wiatru. Zrobiłam krok do tyłu i zatrzymałam się na Joe.
- Boisz się?
- Trochę. Wcześniej o tym nie myślałam.
- To pójdę pierwszy. - ominął mnie i poszedł. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Poczekaj na mnie. - podbiegłam.
- Nie zostawił bym cię.
- Wiedziałeś, że pójdę. Sprawdzałeś mnie.
Uśmiechnął się figlarnie. Spuściłam wzrok i poszłam pierwsza.
- Znasz już tajemnice jakie kryją te lochy?
(Joe?)
Weszłam do środka. Było ciemno, a co jakiś czas paliła się pochodnia. Poczułam mroźny powiew wiatru. Zrobiłam krok do tyłu i zatrzymałam się na Joe.
- Boisz się?
- Trochę. Wcześniej o tym nie myślałam.
- To pójdę pierwszy. - ominął mnie i poszedł. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Poczekaj na mnie. - podbiegłam.
- Nie zostawił bym cię.
- Wiedziałeś, że pójdę. Sprawdzałeś mnie.
Uśmiechnął się figlarnie. Spuściłam wzrok i poszłam pierwsza.
- Znasz już tajemnice jakie kryją te lochy?
(Joe?)
Od Cassie C. D.
- Oczywiście.
Weszłam do środka. Było ciemno, a co jakiś czas paliła się pochodnia. Poczułam mroźny powiew wiatru. Zrobiłam krok do tyłu i zatrzymałam się na Joe.
- Boisz się?
- Trochę. Wcześniej o tym nie myślałam.
- To pójdę pierwszy. - ominął mnie i poszedł. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Poczekaj na mnie. - podbiegłam.
- Nie zostawił bym cię.
- Wiedziałeś, że pójdę. Sprawdzałeś mnie.
Uśmiechnął się figlarnie. Spuściłam wzrok i poszłam pierwsza.
- Znasz już tajemnice jakie kryją te lochy?
(Joe?)
Weszłam do środka. Było ciemno, a co jakiś czas paliła się pochodnia. Poczułam mroźny powiew wiatru. Zrobiłam krok do tyłu i zatrzymałam się na Joe.
- Boisz się?
- Trochę. Wcześniej o tym nie myślałam.
- To pójdę pierwszy. - ominął mnie i poszedł. Spojrzałam na niego z uśmiechem.
- Poczekaj na mnie. - podbiegłam.
- Nie zostawił bym cię.
- Wiedziałeś, że pójdę. Sprawdzałeś mnie.
Uśmiechnął się figlarnie. Spuściłam wzrok i poszłam pierwsza.
- Znasz już tajemnice jakie kryją te lochy?
(Joe?)
Od Luke' a C. D.
[...] Nie kłopotałem się z pukaniem. Gdy wszedłem do pokoju, Joe siedział na parapecie przy otwartym oknie.
- Złaź - powiedziałem władczo. Joe spojrzał na mnie smętnym wzrokiem i zaskoczył go widok Hiukset.
- Kim jesteś? - spytał.
- Hiukset. Miło Cię poznać, Joe - powiedziała, choć to było słabe kłamstwo.
- Hiukset ma zdolność wizji. Widziała Ciebie. Dwie dziewczyny, które kochasz ze wzajemnością. Obie możesz stracić.
- Ja nie wiem, czy ja je kocham - wyjąkał. Westchnąłem ciężko i przetarłem oczy.
- Jak one wyglądają, Hiukset?
- Jedna z nich ma blond włosy i błyszczące, błękitne oczy. Druga jest nieco wyższa i ma długie, jasne, niemal białe włosy.
- Poznajesz? - spytałem uważnie.
- Pierwsza to Riley, a druga to Cassie.
- Cassie? - zmarszczyłem czoło. - Siostra Diany?
- Tak - odpowiedział, spuszczając wzrok. Miałem dziką ochotę mu przywalić.
- Po pierwsze: Cassie ma nie zostać skrzywdzona. Obiecałem to jej siostrze.
- O? - spytała Hiukset, zazdrosna. Przewróciłem oczami i skupiłem się na Joe.
- Kochasz je?
- Nie wiem! - wykrzyknął. - Obie są piękne, zdolne i urocze. Riley... Pamiętasz, co Ci opowiadałem - rzucił z wyrzutem.
- To TA Riley? - byłem zaskoczony.
- Tak - mruknął, odwracając się.
(Hiukset?)
- Złaź - powiedziałem władczo. Joe spojrzał na mnie smętnym wzrokiem i zaskoczył go widok Hiukset.
- Kim jesteś? - spytał.
- Hiukset. Miło Cię poznać, Joe - powiedziała, choć to było słabe kłamstwo.
- Hiukset ma zdolność wizji. Widziała Ciebie. Dwie dziewczyny, które kochasz ze wzajemnością. Obie możesz stracić.
- Ja nie wiem, czy ja je kocham - wyjąkał. Westchnąłem ciężko i przetarłem oczy.
- Jak one wyglądają, Hiukset?
- Jedna z nich ma blond włosy i błyszczące, błękitne oczy. Druga jest nieco wyższa i ma długie, jasne, niemal białe włosy.
- Poznajesz? - spytałem uważnie.
- Pierwsza to Riley, a druga to Cassie.
- Cassie? - zmarszczyłem czoło. - Siostra Diany?
- Tak - odpowiedział, spuszczając wzrok. Miałem dziką ochotę mu przywalić.
- Po pierwsze: Cassie ma nie zostać skrzywdzona. Obiecałem to jej siostrze.
- O? - spytała Hiukset, zazdrosna. Przewróciłem oczami i skupiłem się na Joe.
- Kochasz je?
- Nie wiem! - wykrzyknął. - Obie są piękne, zdolne i urocze. Riley... Pamiętasz, co Ci opowiadałem - rzucił z wyrzutem.
- To TA Riley? - byłem zaskoczony.
- Tak - mruknął, odwracając się.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Luke pociągnął mnie za sobą.
- Ale... Ale po co ? Ja go nie znam. - powtarzałam. Nie wiedziałam co mogę w tej sytuacji zrobić. - To go poznasz. No chodź ! Po kilku argumentach Luke'a zgodziłam się pójść. Stanęliśmy przed pokojem Joe. Popatrzyłam na Luke'a. - Ja nie wiem po co mnie tu przyciągłeś. Jedyne co moge zrobić to opisać swoją wizję. - Właśnie o to mi chodzi.- odpowiedział. Luke? |
||
Od Jaspera C. D.
[...] Dałem jej jedwabną chustę i pokazałem miejsce, w którym może się spokojnie rozebrać i przygotować. Gdy wróciła, oniemiałem, wpatrzony w jej nagie ciało. Wyglądała pięknie i pociągająco bez ubrań. Okryta nieśmiało chustą, podeszła do mnie.
- Jasper?
- Już. Nic mi nie jest - uśmiechnąłem się. - Połóż się na plecach, na piasku, patrząc tęsknie na ocean. Niczym syrena, która straciła ogon.
Gdy to zrobiła, zacząłem szkicować. Każdy mięsień, usta... Praca mistrza.
(Korino?)
- Jasper?
- Już. Nic mi nie jest - uśmiechnąłem się. - Połóż się na plecach, na piasku, patrząc tęsknie na ocean. Niczym syrena, która straciła ogon.
Gdy to zrobiła, zacząłem szkicować. Każdy mięsień, usta... Praca mistrza.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Poszłam za nim na plażę.
Chwilę siedzieliśmy i rozmawialiśmy.
Ponieważ zachód słońca miał być dopiero za kilka minut.
Jasper zabrał mnie w ustronne miejsce.
(Jasper??)
Ponieważ zachód słońca miał być dopiero za kilka minut.
Jasper zabrał mnie w ustronne miejsce.
(Jasper??)
Od Koriny C. D.
Poszłam za nim na plażę.
Chwilę siedzieliśmy i rozmawialiśmy.
Ponieważ zachód słońca miał być dopiero za kilka minut.
Jasper zabrał mnie w ustronne miejsce.
(Jasper??)
Ponieważ zachód słońca miał być dopiero za kilka minut.
Jasper zabrał mnie w ustronne miejsce.
(Jasper??)
Od Luke' a C. D.
[...] Uniosłem pytająco brew.
- Od kiedy martwisz się moim braciszkiem? - spytałem z sarkazmem.
- Och, od zawsze. Był cudowny - zamruczała złośliwie. Nie udało jej się wywołać mojej zazdrości.
- Gdzie on jest? - spytałem już poważnie. - I powiedz dokładnie co widziałaś.
- Stał on, a przy nim dwie dziewczyny. Kłóciły się. Pewnie o niego. I jeśli nie wybierze jednej, straci obie.
- A jeśli żadnej z nich nie kocha? Lub nie wie, którą wybrać? To jeszcze dzieciak.
- Ty nie miałbyś takiego problemu? - spytała, lekko zdruzgotana.
- Nie - odpowiedziałem bez wahania. Wiedziałem, kogo bym wybrał. - Widziałaś, gdzie jest?
- Nie. Niestety.
- To chodź ze mną. Jest pewnie u siebie w pokoju.
(Hiukset?)
- Od kiedy martwisz się moim braciszkiem? - spytałem z sarkazmem.
- Och, od zawsze. Był cudowny - zamruczała złośliwie. Nie udało jej się wywołać mojej zazdrości.
- Gdzie on jest? - spytałem już poważnie. - I powiedz dokładnie co widziałaś.
- Stał on, a przy nim dwie dziewczyny. Kłóciły się. Pewnie o niego. I jeśli nie wybierze jednej, straci obie.
- A jeśli żadnej z nich nie kocha? Lub nie wie, którą wybrać? To jeszcze dzieciak.
- Ty nie miałbyś takiego problemu? - spytała, lekko zdruzgotana.
- Nie - odpowiedziałem bez wahania. Wiedziałem, kogo bym wybrał. - Widziałaś, gdzie jest?
- Nie. Niestety.
- To chodź ze mną. Jest pewnie u siebie w pokoju.
(Hiukset?)
Od Luke' a C. D.
[...] Niepewny, czy to zaproszenie, odwzajemniłem lekko pocałunek. Zanurzyłem dłoń w jej włosach, ciesząc się zapachem jej gorącego ciała. Biłem się w myślach, czy to było zaproszenie.
(Diano?)
(Diano?)
Od Joe C. D.
[...] Zaśmiałem się, rozbawiony.
- Sprytna jesteś. Sprytna i przebiegła. Winszuję - powiedziałem z uśmiechem.
- Dziękuję - skłoniła się sztucznie Cassie, przez co wybuchliśmy głośniejszym śmiechem, niż zamierzaliśmy. Cassie podeszła do drzwi i chwilę pomęczyła się z kluczykiem.
- Nie da się tego otworzyć! Nie pasuje - mruknęła z niezadowoleniem. Wyjąłem jej z dłoni kluczyk i przekręciłem, naciskając drzwi do tyłu. Otworzyły się, nawet nie skrzypiąc.
- Byłeś tu - rzuciła Cassie.
- Chwilę. Przyłapałem brata z... Z czarnoksiężną Cathariną, więc musiałem uciekać - powiedziałem szczerze. - To co? Idziemy? - podniosłem pytająco brew.
(Cassie?)
- Sprytna jesteś. Sprytna i przebiegła. Winszuję - powiedziałem z uśmiechem.
- Dziękuję - skłoniła się sztucznie Cassie, przez co wybuchliśmy głośniejszym śmiechem, niż zamierzaliśmy. Cassie podeszła do drzwi i chwilę pomęczyła się z kluczykiem.
- Nie da się tego otworzyć! Nie pasuje - mruknęła z niezadowoleniem. Wyjąłem jej z dłoni kluczyk i przekręciłem, naciskając drzwi do tyłu. Otworzyły się, nawet nie skrzypiąc.
- Byłeś tu - rzuciła Cassie.
- Chwilę. Przyłapałem brata z... Z czarnoksiężną Cathariną, więc musiałem uciekać - powiedziałem szczerze. - To co? Idziemy? - podniosłem pytająco brew.
(Cassie?)
Od Jaspera C. D.
[...] Podniosłem oczy. Już nie miałem na twarzy rozpaczliwego rumieńca, zawstydzony, że pomyślałem o akcie Koriny, o jej nagim obrazie.
- Ile masz lat? - spytałem nagle.
- 16. Jasper, Ty masz 18 - odpowiedziała.
- Jesteś pewna, że jesteś gotowa na akt?
- Tak - jej głos był stanowczy i zaskakująco pewny siebie.
- Wiem, gdzie chciałbym Cię namalować. Na plaży. Przy zachodzie słońca. Chodźmy - powiedziałem i pociągnąłem Korinę za rękę.
(Korino?)
- Ile masz lat? - spytałem nagle.
- 16. Jasper, Ty masz 18 - odpowiedziała.
- Jesteś pewna, że jesteś gotowa na akt?
- Tak - jej głos był stanowczy i zaskakująco pewny siebie.
- Wiem, gdzie chciałbym Cię namalować. Na plaży. Przy zachodzie słońca. Chodźmy - powiedziałem i pociągnąłem Korinę za rękę.
(Korino?)
Od Jaspera C. D.
[...] Przyciągnąłem jej usta blisko swoich.
- Stęskniłem się za Tobą... Za Twoim ciałem, Twoim dotykiem, Twoimi słowami... Każdego dnia wypominałem sobie, że żadna z tych dziewczyn nie jest Ciebie warta. Pragnę Cię, moja Szarlotko - wyszeptałem.
(Lotte?)
- Stęskniłem się za Tobą... Za Twoim ciałem, Twoim dotykiem, Twoimi słowami... Każdego dnia wypominałem sobie, że żadna z tych dziewczyn nie jest Ciebie warta. Pragnę Cię, moja Szarlotko - wyszeptałem.
(Lotte?)
poniedziałek, 25 lutego 2013
Akademia Cross
Zapraszam na bloga Renesme14!
Gorąco polecam gracza i wszystkie jego blogi :)
Od Hiukset C. D.
Uśmiechnęłam się.
- Nie musisz nic mówić. Raczej jest cię trudno zaskoczyć. Mi się jednak udało.- powiedziałam. Nagle w mojej głowie nastał okropny szum. Odsunęłam się od Luke'a. Oczy zaszły mi mgłą. Krzyknęłam. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu podczas wizji. Przed moimi oczami ukazał się każdy z braci Avengerów. Każdy miał u boku dziewczynę. Jednak przy Joe, stały dwie. Kłóciły się. Obraz się rozmył. Złapałam się za skronie. - Luke, musisz porozmawiać z Joe. On zakochał się chyba w dwóch dziewczynach i... może je obie stracić. Mówiłam to z troską, jakbym martwiła się losem najmłodszego z Avenger'ów. Luke? |
||
Od Hiukset C. D.
Uśmiechnęłam się.
- Nie musisz nic mówić. Raczej jest cię trudno zaskoczyć. Mi się jednak udało.- powiedziałam. Nagle w mojej głowie nastał okropny szum. Odsunęłam się od Luke'a. Oczy zaszły mi mgłą. Krzyknęłam. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu podczas wizji. Przed moimi oczami ukazał się każdy z braci Avengerów. Każdy miał u boku dziewczynę. Jednak przy Joe, stały dwie. Kłóciły się. Obraz się rozmył. Złapałam się za skronie. - Luke, musisz porozmawiać z Joe. On zakochał się chyba w dwóch dziewczynach i... może je obie stracić. Mówiłam to z troską, jakbym martwiła się losem najmłodszego z Avenger'ów. Luke? |
||
Od Hiukset C. D.
Uśmiechnęłam się.
- Nie musisz nic mówić. Raczej jest cię trudno zaskoczyć. Mi się jednak udało.- powiedziałam. Nagle w mojej głowie nastał okropny szum. Odsunąłam się od Luke'a. Oczy zaszły mi mgłą. Krzyknęłam. Jeszcze nigdy nie czułam takiego bólu podczas wizji. Przed moimi oczami ukazał się każdy z braci Avengerów. Każdy miał u boku dziewczynę. Jednak przy Joe, stały dwie. Kłóciły się. Obraz się rozmył. Złapałam się za skronie. - Luke, musisz porozmawiać z Joe. On zakochał się chyba w dwóch dziewczynach i... może je obie stracić. Mówiłam to z troską, jakbym martwiła się losem najmłodszego z Avenger'ów. Luke? |
||
Od Diany C. D.
Podeszłam do niego i zarzuciłam mu ręce na szyję.
- Nie znamy się długo, ale lubię cię. Lubię cię takim jaki jesteś. Różnisz się od innych chłopaków. Zazwyczaj to ja pierwsza podrywałam i całowałam chłopaków, ale ty... - odwróciłam jego twarz w moją stronę. - ...jesteś wyjątkowy. Wolę gdy jesteś uśmiechnięty, wesoły. Podoba mi się jak na mnie patrzysz, i gdy widzę w twoich oczach pożądanie.
Spojrzałam na niego i znów to zobaczyłam. Pożądanie. Pocałowałam go delikatnie.
(Luke?)
- Nie znamy się długo, ale lubię cię. Lubię cię takim jaki jesteś. Różnisz się od innych chłopaków. Zazwyczaj to ja pierwsza podrywałam i całowałam chłopaków, ale ty... - odwróciłam jego twarz w moją stronę. - ...jesteś wyjątkowy. Wolę gdy jesteś uśmiechnięty, wesoły. Podoba mi się jak na mnie patrzysz, i gdy widzę w twoich oczach pożądanie.
Spojrzałam na niego i znów to zobaczyłam. Pożądanie. Pocałowałam go delikatnie.
(Luke?)
Od Cassie C. D.
Wyciągnęłam rękę by chwycić klucz, ale Joe cofnął rękę.
- Hej!
- Nie tak szybko.
Skrzyżowałam ręce na piersi.
- Co chcesz w zamian?
- Ależ nic. - uśmiechnął się.
- Przecież widzę. Nie dasz mi klucza?
- Nie.
Chciałam podejść i odebrać mu klucz, ale o coś się potknęłam i poleciałam. Joe złapał mnie w ramiona. Przez chwilę tak staliśmy. Potem wstałam.
- Przepraszam. - powiedziałam.
- Nie masz za co. Każdy mógł się potknąć.
- Nie miałam na myśli potknięcia. - pokazałam mu kluczyk, który trzymałam.
(Joe?)
- Hej!
- Nie tak szybko.
Skrzyżowałam ręce na piersi.
- Co chcesz w zamian?
- Ależ nic. - uśmiechnął się.
- Przecież widzę. Nie dasz mi klucza?
- Nie.
Chciałam podejść i odebrać mu klucz, ale o coś się potknęłam i poleciałam. Joe złapał mnie w ramiona. Przez chwilę tak staliśmy. Potem wstałam.
- Przepraszam. - powiedziałam.
- Nie masz za co. Każdy mógł się potknąć.
- Nie miałam na myśli potknięcia. - pokazałam mu kluczyk, który trzymałam.
(Joe?)
Od Lindsey
Spakowałam się. Postanowiłam wyjechać. Ba miałam nawet dwa powody -
ciotka Shannon znalazła mi mieszkanie w Alabamie. No i nie chcę żeby
każdy oglądał przebieg mojej ciąży. W Akademii plotki szybko się
rozchodzą. Ciotka Shannon nie mogła mnie wychować...sama miała przykrą
sytuację rodzinną. Teraz znalazła mi małą aczkolwiek przytulną kawalerkę
w centrum miasta. Chociaż tyle.
Stałam na Dworcu Głównym. W końcu przyjechał pociąg. Nie byłam pewna
czy chcę to robić ale...musiałam zaryzykować. Beze mnie będzie lepiej.
Luke odpocznie, skończy potrzebną edukację, kogoś sobie znajdzie. I ja
tak pewnie uczynię. Dzieciak dorośnie, wszystko się ułoży. Nasze drogi
się rozejdą...chociaż pewnie ani ja ani on tego nie chcemy. Ale tak
musiało być. Zadzwonił mój telefon. Luke. Odebrałam.
Od Koriny C. D.
Spojrzałam na niego trochę zdziwiona.
Mój akt, sama nie wiedziałam co powiedzieć.
Pomyślałam chwilę, a Jasper cały czas stał trochę nieśmiało i speszony.
-Dobrze, ale nie tutaj-powiedziałam
(Jasper?)
Mój akt, sama nie wiedziałam co powiedzieć.
Pomyślałam chwilę, a Jasper cały czas stał trochę nieśmiało i speszony.
-Dobrze, ale nie tutaj-powiedziałam
(Jasper?)
Od Luke' a C. D.
[...] Przełknąłem ślinę. Tak, to było straszne. Nie można tak nikogo traktować. Nie wiedząc co powiedzieć, spuściłem wzrok.
- Hiukset... Nie umiem nic odpowiedzieć; nigdy nie byłem w takiej sytuacji... No cholera, zaszokowałaś mnie...
(Hiukset?)
- Hiukset... Nie umiem nic odpowiedzieć; nigdy nie byłem w takiej sytuacji... No cholera, zaszokowałaś mnie...
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
- Wszyscy się mną nudzą. Ojciec i matka
traktowali mnie jak zabawkę, a nie dziecko. Znudzili się jak miałam 10
lat. Wtedy uaktywniły się moce... Następni, którzy się mną znudzili,
byli znajomi. Chcieli tylko, żebym im załatwiała dragi. W poprawczaku nas
katowali. Bili, czasami cieli żyletkami. Oni też się szybko mną
znudzili. Wszyscy Luke, wszyscy.
Luke?
Luke?
Od Luke' a C. D.
[...] Bez słowa, przytuliłem ją. Nie wiedziałem, co innego mogę zrobić. Chłonęła moje ciepło, mój zapach. Poczułem jak się rozluźnia. Spojrzałem jej w oczy.
- Jak każdy? Hej, o czym Ty mówisz, Hiukset? Dlaczego: jak każdy?
(Hiukset?)
- Jak każdy? Hej, o czym Ty mówisz, Hiukset? Dlaczego: jak każdy?
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Bez słowa zrobiłam krok w przód.
- Tylko powiedz mi dlaczego. Dlaczego przede mną uciekasz ? - zapytał. Stanęłam, nie odwracałam się. - Luke... Bo... Bo to, że będziesz ojcem mną wstrząsnęło i ja... ja teraz się boję. Wiesz, że się mną znudzisz jak wszyscy. Luke ? |
Od Luke' a C. D.
[...] Pocałowałem ją.
- Chcesz tego, ale czujesz, że to byłoby nie w porządku. Więc uciekasz ode mnie - wyszeptałem.
- Luke, skąd Ty...
- Skąd wiem? Znam się na mowie ciała, na mowie oczu - wyznałem. Puściłem ją. - Idź. Może tak będzie lepiej.
(Hiukset?)
- Chcesz tego, ale czujesz, że to byłoby nie w porządku. Więc uciekasz ode mnie - wyszeptałem.
- Luke, skąd Ty...
- Skąd wiem? Znam się na mowie ciała, na mowie oczu - wyznałem. Puściłem ją. - Idź. Może tak będzie lepiej.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Popatrzyłam mu w głęboko w oczy.
- Boisz się ? Nic nie powiem o tobie i Lin.
- Ale po co tam idziesz ?
- Po pierwsze to, muszę załatwić sobie wolny dzień. Ślub Alice. A po drugie to zastanawiam się nad zmianą pokoju.
Luke?
- Boisz się ? Nic nie powiem o tobie i Lin.
- Ale po co tam idziesz ?
- Po pierwsze to, muszę załatwić sobie wolny dzień. Ślub Alice. A po drugie to zastanawiam się nad zmianą pokoju.
Luke?
Od Joe C. D.
[...] Uśmiechnąłem się lekko i zobaczyłem jak znika za drzwiami. Odszedłem kilka kroków i zamarłem. W głowie kołatały mi się tysiące myśli. Westchnąłem ciężko i udałem się pod pokój Luke' a.
Od Riley C. D.
-Masz rację, i jasne że się spotkamy jutro-uśmiechnęłam się.
Wróciliśmy wieczorem do akademii.
Joe odprowadził mnie pod pokój.
-To ten.....do zobaczenia-pocałowałam go.
(Joe??)
Wróciliśmy wieczorem do akademii.
Joe odprowadził mnie pod pokój.
-To ten.....do zobaczenia-pocałowałam go.
(Joe??)
Od Luke' a C. D.
[...] Zagrodziłem jej drogę.
- Idziesz do dyrekcji - rzuciłem, niemal oskarżycielsko. - Po co?
(Hiukset?)
- Idziesz do dyrekcji - rzuciłem, niemal oskarżycielsko. - Po co?
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Weszłam do pokoju i rzuciłam się na
łóżko. Przydusiłam twarz do poduszki i stłumiłam nią krzyk. Po raz
kolejny wytrącił mnie z równowagi. Przecież miałam iść do dyrekcji.
Wstałam i wyszłam z pokoju. Luke stał w tym samym miejscu, co przedtem.
- Stęskniłaś się ? - zapytał.
- Chciałbyś. - powiedziałam figlarnym tonem.
Ruszyłam dalej. Luke przyglądał mi się badawczo.
Luke?
- Stęskniłaś się ? - zapytał.
- Chciałbyś. - powiedziałam figlarnym tonem.
Ruszyłam dalej. Luke przyglądał mi się badawczo.
Luke?
Od Jaspera C. D.
[...] Spojrzałem na nią nieśmiało.
- A... A czy mógłbym naszkicować Twój... Twój akt? - spytałem, spuszczając wzrok.
(Korino?)
- A... A czy mógłbym naszkicować Twój... Twój akt? - spytałem, spuszczając wzrok.
(Korino?)
Od Jaspera C. D.
[...] Spojrzałem na nią nieśmiało.
- A... A czy mógłbym naszkicować Twój... Twój akt? - spytałem, spuszczając wzrok.
(Korino?)
- A... A czy mógłbym naszkicować Twój... Twój akt? - spytałem, spuszczając wzrok.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Uśmiechnęłam się i musnęłam go lekko w policzek.
-Ciekawe jak wyjdę.
Ale wspaniale malujesz więc, no-zaśmiałam się.
(Jasper??)
-Ciekawe jak wyjdę.
Ale wspaniale malujesz więc, no-zaśmiałam się.
(Jasper??)
Od Joe C. D.
[...]
- Riley, jest już późno. Zobaczymy się jutro? - zaproponowałem ostrożnie.
(Riley?)
- Riley, jest już późno. Zobaczymy się jutro? - zaproponowałem ostrożnie.
(Riley?)
Od Riley C. D.
Uśmiechnęłam się.
-Dobra wstawajmy z ziemi bo ludzie się na nas patrzą-zaśmiałam sie.
Oboje wstaliśmy i poszliśmy dalej.
(Joe??)
Oboje wstaliśmy i poszliśmy dalej.
(Joe??)
Od Luke' a C. D.
[...] Postanowiłem jej nie gonić. Bo co mógłbym zrobić? Przespać się z nią? Wiedziałem, że sprawiam jej rozkosz, ale wątpiłem, że ona tego chce...
(Hiukset?)
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Uśmiechnęłam się.
- Ja już lepiej pójdę.
Wstałam, uśmiechnęłam się szeroko i odwróciłam na pięcie. Myślałam nad tym co powiedział Luke. Miał naprawdę nietypowe marzenie.
Luke?
- Ja już lepiej pójdę.
Wstałam, uśmiechnęłam się szeroko i odwróciłam na pięcie. Myślałam nad tym co powiedział Luke. Miał naprawdę nietypowe marzenie.
Luke?
Od Sally C. D.
- No cóż... Mam jeszcze alpinizm, ale od kiedy o mało co nie spadłam w
przepaść przyhamowałam. W ogóle moje życie nie ma sensu. Chciałam się
leczyć. Byłam na odwyku. Wywalili mnie za słuchanie rocku,
przeszkadzałam innym pacjentom. Później było tylko gorzej. I co ja mam
teraz zrobić? Odechciało mi się leczyć, a chcę być inna., normalna....
(Samantha?)
(Samantha?)
Od Charlotte C. D.
- Wiem i dziękuję Ci za to - nagle zauważyłam że gapi się na nas Luke z
nową dziewczyną. Nic nie powiedziałam tylko posłałam mu triumfujące
spojrzenie. Weszłam do środka trochę porozmawiałam z dyrektorem o
zasadach panujących tutaj, o uczniach, o nauczycielach itp. Kiedy
wyszłam Jasper czekał na mnie, rozmawiał bratem.
- Podobno jesteście znowu razem - zaczął Luke.
- A co? Zazdrosny?
- Lotte daj spokój - Jasper mnie przytulił.
- Dyrektor powiedział, że mam sobie wybrać pokój, pomożesz?
- Dobrze - odeszliśmy. - Na prawdę o to Ci chodziło?
- Nie po prostu nie mam ochoty się z nim kłócić. A pokoju poszukam później z Sally, niby narkomanka, ale gust to ona ma. To co teraz robimy?
(Jasper?)
- Podobno jesteście znowu razem - zaczął Luke.
- A co? Zazdrosny?
- Lotte daj spokój - Jasper mnie przytulił.
- Dyrektor powiedział, że mam sobie wybrać pokój, pomożesz?
- Dobrze - odeszliśmy. - Na prawdę o to Ci chodziło?
- Nie po prostu nie mam ochoty się z nim kłócić. A pokoju poszukam później z Sally, niby narkomanka, ale gust to ona ma. To co teraz robimy?
(Jasper?)
Od Willa
To był mój pierwszy dzień w nowej
akademii. Miałem dziwne wrażenie, że coś się stanie. Wszedłem do środka i
pierwsze co mi się rzuciło w oczy, to dziewczyna o kruczoczarnych
włosach, odwróciła się.
- O kur... - odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w stronę wyjścia. - Will, czekaj - usłyszałem głos Sally. - Ogłuchłeś?! Czekaj. - Czego chcesz? - zatrzymałem się. - Hmm, może pogadać. - My? Pogadać? Wiesz, chyba nie mamy o czym. - Mówiłaś, że to twój najlepszy przyjaciel - wtrąciła się jakaś dziewczyna. - Nie wspomniała, że jestem zarazem jej najgorszym wrogiem? - Nie da się kogoś bardzo lubić i nienawidzić na raz. - Widać da się. A zresztą wstrzyknęła mi coś kiedy spałem i dostałem przez to zapaści, o tym też nie wspomniałaś? (Sally?) |
||
Od Jaspera C. D.
[...] Zdziwiłem się.
- Nie widziałaś? Tej staruszki? Naprawdę?
- Nie - była zaskoczona. Widocznie objawiła się tylko mnie. Zastanawiałem się, jakim rodzajem wróżki jest.
- Na tym drewnie Cię namaluję, moja muzo - powiedziałem po chwili.
(Korino?)
- Nie widziałaś? Tej staruszki? Naprawdę?
- Nie - była zaskoczona. Widocznie objawiła się tylko mnie. Zastanawiałem się, jakim rodzajem wróżki jest.
- Na tym drewnie Cię namaluję, moja muzo - powiedziałem po chwili.
(Korino?)
Od Koriny C. D.
Przyjrzałam się drewienku.
Było idealnie gładkie i w sam raz do malowania.
-Od kogo to dostałeś-zapytałam odwracając się do niego.
(Jasper??)
-Od kogo to dostałeś-zapytałam odwracając się do niego.
(Jasper??)
Od Joe C. D.
[...] Uśmiechałem się słabo.
- Nie jestem w stanie z Tobą walczyć. Jesteś silniejsza. Owszem, nie jestem zbyt potężny, choć w swoich rękach trzymam los każdego zwierzęcia. Jakaś starożytna odmiana tej magii - powiedziałem dość sucho.
- Potrafisz się przyznać, że jesteś słabszy - stwierdziła z podziwem.
- Tak. A dlaczego nie? Tej informacji nie zdradzać wrogowi, a Ciebie za wroga nie uznaję.
(Riley?)
- Nie jestem w stanie z Tobą walczyć. Jesteś silniejsza. Owszem, nie jestem zbyt potężny, choć w swoich rękach trzymam los każdego zwierzęcia. Jakaś starożytna odmiana tej magii - powiedziałem dość sucho.
- Potrafisz się przyznać, że jesteś słabszy - stwierdziła z podziwem.
- Tak. A dlaczego nie? Tej informacji nie zdradzać wrogowi, a Ciebie za wroga nie uznaję.
(Riley?)
Od Riley C. D.
Gwizdnęłam na palcach i duch znikł oddając Joe"wi jego duszę.
Joe siedział na kolanach i łapał powietrze.
Podeszłam do niego i usiadłam przy nim.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz chyba jak na razie przerwa, żebyś odzyskał siły.
Cóż moje duchy czasami się na coś przydają-zaśmiałam się.
(Joe??)
Joe siedział na kolanach i łapał powietrze.
Podeszłam do niego i usiadłam przy nim.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz chyba jak na razie przerwa, żebyś odzyskał siły.
Cóż moje duchy czasami się na coś przydają-zaśmiałam się.
(Joe??)
Od Luke' a C. D.
[...]
- Jest młodsza, prawda? To nic jej nie grozi - roześmiałem się i wstałem, wskakując na parapet. Wyjrzałem za okno. Słońce było coraz niżej, ściemniało się.
- A Ty? Jak tu trafiłeś? - spytała po chwili.
- Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że rodzice chcieli się nas pozbyć. Prawdopodobnie, pierwszym co zastanę będzie nowy członek rodziny; braciszek lub siostrzyczka - parsknąłem.
- Dlaczego chcieli się Was pozbyć?
- Ponieważ... Nie jesteśmy łatwymi osobami. Ciężko się z nami żyje. Gdy miałem... 10 lat, wszyscy w czwórkę doprowadziliśmy do śmierci naszej jedynej siostry, o 6 lat ode mnie młodszej Anabell. W sensie... Pewnego lata, pływaliśmy na zbyt głębokiej wodzie, na terytorium zjaw... Zaatakowały nas, pragnąć żywego ciała, żywego mięsa Anabell. Próbowaliśmy je odpędzić, ale wszystko poszło na marne, gdy najstarszy z nas, James został porażony prądem. Wypuścił z rąk malutką, która poszła na dno - starałem się mówić beznamiętnie, choć drżałem w środku od emocji. - Zjawy nie chciały jej martwej; odeszły. I zostaliśmy sami, bez jej uśmiechniętej twarzyczki. James popadł w depresję, silne zaburzenia psychiczne, z którymi boryka się do dziś. Jasper stał się nagle inny, oryginalny, pełen mody. Pochodzę z konserwatywnej rodziny, więc rodzice podejrzewali go o homoseksualizm. Oczywiście, jest w pełni heteroseksualny. Ale to ich nie obchodziło. Ja... No cóż. Sama widzisz - uśmiechnąłem się. - Joe zaczął iść w ślady nas wszystkich... Utalentowany plastyk, uroczy chłopiec, którego kochają kobiety, a zarazem wieczny łobuz. Jest najlepszym z nas - mruknąłem.
- A nie Ty, Luke? - zaśmiała się.
- Jeśli tego chcesz - wyszczerzyłem zęby.
(Diano?)
- Jest młodsza, prawda? To nic jej nie grozi - roześmiałem się i wstałem, wskakując na parapet. Wyjrzałem za okno. Słońce było coraz niżej, ściemniało się.
- A Ty? Jak tu trafiłeś? - spytała po chwili.
- Mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że rodzice chcieli się nas pozbyć. Prawdopodobnie, pierwszym co zastanę będzie nowy członek rodziny; braciszek lub siostrzyczka - parsknąłem.
- Dlaczego chcieli się Was pozbyć?
- Ponieważ... Nie jesteśmy łatwymi osobami. Ciężko się z nami żyje. Gdy miałem... 10 lat, wszyscy w czwórkę doprowadziliśmy do śmierci naszej jedynej siostry, o 6 lat ode mnie młodszej Anabell. W sensie... Pewnego lata, pływaliśmy na zbyt głębokiej wodzie, na terytorium zjaw... Zaatakowały nas, pragnąć żywego ciała, żywego mięsa Anabell. Próbowaliśmy je odpędzić, ale wszystko poszło na marne, gdy najstarszy z nas, James został porażony prądem. Wypuścił z rąk malutką, która poszła na dno - starałem się mówić beznamiętnie, choć drżałem w środku od emocji. - Zjawy nie chciały jej martwej; odeszły. I zostaliśmy sami, bez jej uśmiechniętej twarzyczki. James popadł w depresję, silne zaburzenia psychiczne, z którymi boryka się do dziś. Jasper stał się nagle inny, oryginalny, pełen mody. Pochodzę z konserwatywnej rodziny, więc rodzice podejrzewali go o homoseksualizm. Oczywiście, jest w pełni heteroseksualny. Ale to ich nie obchodziło. Ja... No cóż. Sama widzisz - uśmiechnąłem się. - Joe zaczął iść w ślady nas wszystkich... Utalentowany plastyk, uroczy chłopiec, którego kochają kobiety, a zarazem wieczny łobuz. Jest najlepszym z nas - mruknąłem.
- A nie Ty, Luke? - zaśmiała się.
- Jeśli tego chcesz - wyszczerzyłem zęby.
(Diano?)
Od Diany C. D.
Zaśmiałam się.
- Zgoda. Przyjechałam tu, bo moja młodsza siostra Cassie bardzo tego pragnęła. Ojciec zna wiele wpływowych klientów, więc nie miał problemów by załatwić nam tu miejsca. Według mnie chciał się nas po prostu pozbyć. - Czemu tak myślisz? A matka? - Mama umarła gdy byłyśmy małe. - Przykro mi. - powiedział i usiadł bliżej mnie. - Po za tym często kłóciłam się z ojcem. Dzień przed wyjazdem weszłam do jego gabinetu, by jeszcze raz porozmawiać o akademii i przyłapałam go z jakąś kobietą. Postanowiłam, że przyjadę tu by chronić Cassie i ratować ją przez dyrektorem, gdy wpadnie w kłopoty. - Cassie ma dobrą siostrę. Spojrzałam na niego i zmieniłam minę na groźniejszą. - Nawet nie próbuj się do niej zbliżać. - ostrzegłam go. (Luke?) |
||
Od Luke' a C. D.
[...]
- Zawsze dążyć do celu - odpowiedziałem poważnie, bez wahania. - Kroczyć ponad przeszkodami, nie dając się zatrzymać. Być, istnieć, iść. Zmierzać do przodu.
Zauważyłem jej minę i roześmiałem się.
- Tak, wiem, że mam niecodzienne marzenia. Nie jestem z tych, co wierzą w mężczyznę, kobietę idealną, wieczną, zawsze spełnioną miłość. Nie marzę o tym. Marzę o tym, aby nic, nigdy mnie nie zatrzymało.
(Hiukset?)
- Zawsze dążyć do celu - odpowiedziałem poważnie, bez wahania. - Kroczyć ponad przeszkodami, nie dając się zatrzymać. Być, istnieć, iść. Zmierzać do przodu.
Zauważyłem jej minę i roześmiałem się.
- Tak, wiem, że mam niecodzienne marzenia. Nie jestem z tych, co wierzą w mężczyznę, kobietę idealną, wieczną, zawsze spełnioną miłość. Nie marzę o tym. Marzę o tym, aby nic, nigdy mnie nie zatrzymało.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
- Wcale nie są okropne. Dowiaduję się z
nich wielu ciekawych rzeczy. - uśmiechnęłam się - Jednak nigdy nie
widziałam w wizjach siebie... Możliwe, że nie mam przyszłości. Albo
duchy przodków nie chcą mi tego "udostępnić". - westchnęłam - Luke,
jakie masz marzenie ?
Luke?
Luke?
Od Joe C. D.
[...] Kiwnąłem twierdząco głową, przybierając twarz niewiniątka. Cassie roześmiała się i założyła włosy za ucho.
- To prowadź.
- Okey, Księżniczko - rzuciłem jej figlarne spojrzenie i zacząłem kierować się do lochów. Wiedziałem, że mi się przygląda, choć byłem z przodu. To się czuje na skórze. W czasie, gdy zmierzaliśmy do lochów, wyczarowałem w dłoni błękitną różę i wplotłem znienacka Cassie we włosy. Chciała zdjąć kwiat, ale ją powstrzymałem.
- Spokojnie, wyglądasz z nim pięknie - zapewniłem z uśmiechem. Cassie odwzajemniła dotyk mojej dłoni. Po chwili puściłem ją, nieco speszony. W milczeniu dotarliśmy do lochów.
- Spójrz - wskazałem na schody prowadzące do podziemi. - To tutaj. A klucz mam przy sobie.
Wyszczerzyłem zawadiacko zęby i pokazałem mały, pokryty rdzą kluczyk.
- Skąd go masz? - spytała, marszcząc zabawnie czoło.
- Powiedzmy, że nie byłem, aż tak pijany, by go przeoczyć.
(Cassie?)
- To prowadź.
- Okey, Księżniczko - rzuciłem jej figlarne spojrzenie i zacząłem kierować się do lochów. Wiedziałem, że mi się przygląda, choć byłem z przodu. To się czuje na skórze. W czasie, gdy zmierzaliśmy do lochów, wyczarowałem w dłoni błękitną różę i wplotłem znienacka Cassie we włosy. Chciała zdjąć kwiat, ale ją powstrzymałem.
- Spokojnie, wyglądasz z nim pięknie - zapewniłem z uśmiechem. Cassie odwzajemniła dotyk mojej dłoni. Po chwili puściłem ją, nieco speszony. W milczeniu dotarliśmy do lochów.
- Spójrz - wskazałem na schody prowadzące do podziemi. - To tutaj. A klucz mam przy sobie.
Wyszczerzyłem zawadiacko zęby i pokazałem mały, pokryty rdzą kluczyk.
- Skąd go masz? - spytała, marszcząc zabawnie czoło.
- Powiedzmy, że nie byłem, aż tak pijany, by go przeoczyć.
(Cassie?)
sobota, 23 lutego 2013
Od Cassie C. D.
- Boisz się jej?
- Gdybyś ją spotkała.
- Jeśli się boisz to pokarz mi gdzie są lochy. Sama to sprawdzę. - podkręcałam go.
- Nie boję się.
- A więc pójdziesz ze mną? - spojrzałam mu w oczy.
(Joe?)
- Gdybyś ją spotkała.
- Jeśli się boisz to pokarz mi gdzie są lochy. Sama to sprawdzę. - podkręcałam go.
- Nie boję się.
- A więc pójdziesz ze mną? - spojrzałam mu w oczy.
(Joe?)
Od Luke' a C. D.
[...] Uśmiechnąłem się szeroko.
- Hej, nic się nie stało. Nie masz za co przepraszać. Nie zmuszam Cię do niczego.
- Naprawdę? - spojrzała na mnie ulotnie.
- Nie jestem taki. Dużo można powiedzieć o mnie, ale nie to, że jestem gwałcicielem - zaśmiałem się. - Mówiłaś, że przyjechałaś tu dla siostry. Mogę się czegoś o Tobie dowiedzieć?
(Diano?)
- Hej, nic się nie stało. Nie masz za co przepraszać. Nie zmuszam Cię do niczego.
- Naprawdę? - spojrzała na mnie ulotnie.
- Nie jestem taki. Dużo można powiedzieć o mnie, ale nie to, że jestem gwałcicielem - zaśmiałem się. - Mówiłaś, że przyjechałaś tu dla siostry. Mogę się czegoś o Tobie dowiedzieć?
(Diano?)
Od Diany C. D.
Jego usta były ciepłe, słodkie. Odwzajemniłam pocałunek. Luke pociągnął
mnie i opadliśmy na łóżko. Poczułam jego dłonie na moim ciele.
Oderwałam się szybko od niego i podniosłam się.
- Ja nie mogę. - powiedziałam siedząc do niego tyłem.
- Chyba za szybko.
- Przyjechałam tu ze względu na siostrę, a nie całować każdego chłopaka.
Wybacz, ale nie chcę ci tego zrobić. W moim rodzinnym mieście flirtowałam każdym chłopakiem, ale z tobą jest... inaczej. Lubie cię. Nawet bardzo, ale...
Urwałam. Nie wiedziałam co powiedzieć i nie wiedziałam co ma do powiedzenia Luke.
(Luke?)
- Ja nie mogę. - powiedziałam siedząc do niego tyłem.
- Chyba za szybko.
- Przyjechałam tu ze względu na siostrę, a nie całować każdego chłopaka.
Wybacz, ale nie chcę ci tego zrobić. W moim rodzinnym mieście flirtowałam każdym chłopakiem, ale z tobą jest... inaczej. Lubie cię. Nawet bardzo, ale...
Urwałam. Nie wiedziałam co powiedzieć i nie wiedziałam co ma do powiedzenia Luke.
(Luke?)
Od Luke' a C. D.
[...]
- Twoje wizje są okropne - wydusiłem. - Nie. Nie przespałem się z nią.
(Hiukset?)
- Twoje wizje są okropne - wydusiłem. - Nie. Nie przespałem się z nią.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Zaśmiałam się.
- Zajebiste pocieszenie. Wszyscy uważali i pewnie jeszcze mnie uważają za zimną ... nie dokończę. Jednak ja mam uczucia. - popatrzyłam na niego - To przespałeś się z tą Dianą, czy jak jej tam, czy nie ? Bo chce wiedzieć, tego akurat w wizji nie widziałam. - wyszczerzyłam zęby.
Luke ?
- Zajebiste pocieszenie. Wszyscy uważali i pewnie jeszcze mnie uważają za zimną ... nie dokończę. Jednak ja mam uczucia. - popatrzyłam na niego - To przespałeś się z tą Dianą, czy jak jej tam, czy nie ? Bo chce wiedzieć, tego akurat w wizji nie widziałam. - wyszczerzyłam zęby.
Luke ?
Od Luke' a C. D.
[...]
- Nie ma możliwości, bym znudził się dziewczyną. To, że... Że jestem z inną, lub 'rozstaliśmy' się, nie oznacza, że mi się znudziła. A Ty... Nie znudziłbym się Tobą, bo jesteś za dobra - wyszczerzyłem zęby i spojrzałem na Hiukset figlarnie.
(Hiukset?)
- Nie ma możliwości, bym znudził się dziewczyną. To, że... Że jestem z inną, lub 'rozstaliśmy' się, nie oznacza, że mi się znudziła. A Ty... Nie znudziłbym się Tobą, bo jesteś za dobra - wyszczerzyłem zęby i spojrzałem na Hiukset figlarnie.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
- Wiesz... Świetnie poznałam swój pokój i swoje łóżko. - zaśmiałam się.
- A tak właściwie to dlaczego miałaś ochotę mnie zabić, co ? Zazdrość ? - Nie... Po prostu przespałeś się ze mną dwa razy, wypadłeś z mojego pokoju bez słowa, a niecałą godzinę później, flirtowałeś z inną dziewczyną pod moim pokojem. - westchnęłam. Uniósł jedną brew. - Dobra. Byłam zazdrosna. Tak w ogóle nie wiem o co. Od samego początku wiedziałam, że się mną znudzisz. Uśmiechnęłam się sztucznie. Luke ? |
||
Od Luke' a C. D.
[...] Przybrałem pozę niewinnego psiaka.
- Oprowadzałem ją. Jest nowa w Akademii... Właśnie, jeszcze Cię nigdzie nie oprowadziłem - powiedziałem, zmartwiony.
(Hiukset?)
- Oprowadzałem ją. Jest nowa w Akademii... Właśnie, jeszcze Cię nigdzie nie oprowadziłem - powiedziałem, zmartwiony.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Uśmiechnęłam się.
- Tak, to prawda. A tak w ogóle, to miałam ochotę cię zastrzelić dzisiaj rano. Po tym jak cię spotkałam z tą Dianą.
Zaśmiałam się. Luke popatrzył na mnie pytająco.
Luke ?
- Tak, to prawda. A tak w ogóle, to miałam ochotę cię zastrzelić dzisiaj rano. Po tym jak cię spotkałam z tą Dianą.
Zaśmiałam się. Luke popatrzył na mnie pytająco.
Luke ?
Od Joe C. D.
[...] Zaśmiałem się, widząc jej cudowny rumieniec.
- Podobno są przy lochach i tuż obok gabinetu dyrektora. Tam nikt nie chodzi. To zbyt niebezpieczne, że Donohue kogoś przyłapie. Lub Catharina. Jest... Przerażająca.
(Cassie?)
- Podobno są przy lochach i tuż obok gabinetu dyrektora. Tam nikt nie chodzi. To zbyt niebezpieczne, że Donohue kogoś przyłapie. Lub Catharina. Jest... Przerażająca.
(Cassie?)
Od Luke' a C. D.
[...] Wypuściłem powietrze.
- Hiukset, wiesz, że Ci nie odpowiem. Sam tego nie rozumiem. Tak... Tak wyszło. I chciałaś tego, podobnie jak ja.
(Hiukset?)
- Hiukset, wiesz, że Ci nie odpowiem. Sam tego nie rozumiem. Tak... Tak wyszło. I chciałaś tego, podobnie jak ja.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Popatrzyłam mu w oczy. Mówił prawdę, ale
jednak coś ukrywał. Rozluźnił uścisk. Wyrwałam się. Oparłam się o ścianę
i osunęłam na podłogę. Ukryłam twarz w dłoniach.
- Nie wiem dlaczego tak szybko poszłam z tobą do łóżka. Nawet nie musiałeś mnie bajerować. Boże... Co się ze mną dzieje ? - zapytałam sama siebie.
Luke ?
- Nie wiem dlaczego tak szybko poszłam z tobą do łóżka. Nawet nie musiałeś mnie bajerować. Boże... Co się ze mną dzieje ? - zapytałam sama siebie.
Luke ?
Od Cassie C. D.
- Każdy ma tajemnice. Ja chcę odkryć tajemnice akademii.
- Ja odkryłem parę.
- Nie chodzi mi o plotki. Może akademia ma jakieś zamknięte pokoje?
- Z tego co wiem to chyba ma. - zamyślił się.
- I nie jesteś ciekawy co jest w środku? Musisz mi powiedzieć wszystko. - podeszłam do niego i złapałam go za rękę. Po chwili go puściłam i się zarumieniłam.
(Joe?)
- Ja odkryłem parę.
- Nie chodzi mi o plotki. Może akademia ma jakieś zamknięte pokoje?
- Z tego co wiem to chyba ma. - zamyślił się.
- I nie jesteś ciekawy co jest w środku? Musisz mi powiedzieć wszystko. - podeszłam do niego i złapałam go za rękę. Po chwili go puściłam i się zarumieniłam.
(Joe?)
Od Luke' a C. D.
[...] Spojrzałem na imię, na jej twarz... I pocałowałem Dianę namiętnie, przyciągając ją do siebie.
(Diano?)
(Diano?)
Od Diany C. D.
- Co to za napisy?
- To podpisy moich braci i moje. Lubimy zostawiać po sobie ślady.
Spojrzałam na ściany. Były zapisane. Uśmiechnęłam się tajemniczo. Podniosłam rękę w górę i napisałam w powietrzu swoje imię. Gdy skończyłam ostatnią literę napis zaczął świecić. Przeniosłam rękę na sufit nad łóżkiem i imię tam przeleciało. Wypowiedziałam krótkie zaklęcie i było po sprawie.
- Co zrobiłaś? - spytał Luke patrząc na sufit.
Podeszłam do niego i pochyliłam się nad nim.
- Teraz masz też pamiątkę po mnie. - szepnęłam i wskazałam imię na suficie.
(Luke?)
- To podpisy moich braci i moje. Lubimy zostawiać po sobie ślady.
Spojrzałam na ściany. Były zapisane. Uśmiechnęłam się tajemniczo. Podniosłam rękę w górę i napisałam w powietrzu swoje imię. Gdy skończyłam ostatnią literę napis zaczął świecić. Przeniosłam rękę na sufit nad łóżkiem i imię tam przeleciało. Wypowiedziałam krótkie zaklęcie i było po sprawie.
- Co zrobiłaś? - spytał Luke patrząc na sufit.
Podeszłam do niego i pochyliłam się nad nim.
- Teraz masz też pamiątkę po mnie. - szepnęłam i wskazałam imię na suficie.
(Luke?)
Kochani!
Moi drodzy, przekroczyliśmy ilość 500 - set postów w tak krótkim czasie! Bardzo Wam dziękuję i mam nadzieję, że mogę powiedzieć: 'oby tak dalej'. :D
Od Luke' a C. D.
[...] Moja twarz nabrała dziwnego, nieokreślonego wyrazu.
- Nie kocham jej. Ona... Ona mnie też nie kocha. Nic na to nie poradzę - powiedziałem sucho.
(Hiukset?)
- Nie kocham jej. Ona... Ona mnie też nie kocha. Nic na to nie poradzę - powiedziałem sucho.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Popatrzyłam na niego zaskoczona, ale i tak chciałam iść do tej całej Cathariny i poprosić, o to co miałam prosić.
- Jak to nie ? - zapytałam - Przecież ty ją kochasz.
<Luke ?
- Jak to nie ? - zapytałam - Przecież ty ją kochasz.
<Luke ?
Od Luke' a C. D.
[...]
-Hiukset - westchnąłem. - Nie okłamałem Cię. Lindsey... Ona nie jest moja dziewczyną. Wychowam z nią dziecko, ale nie będziemy razem.
(Hiukset?)
-Hiukset - westchnąłem. - Nie okłamałem Cię. Lindsey... Ona nie jest moja dziewczyną. Wychowam z nią dziecko, ale nie będziemy razem.
(Hiukset?)
Od Hiukset C. D.
Moje oczy były pełne bólu.
- Okłamałeś mnie. Powiedziałeś, że to nie twoja dziewczyna. Ja ci głupia uwierzyłam, a teraz będziesz miał z nią dziecko. Czuję się jak ostatnia szmata. To mi zrobiłeś. Spotkałam wielu chłopaków, którzy przebierali w dziewczynach, jak w rękawiczkach, ale żaden, tak perfidnie nie okłamywał dziewczyn. Żaden. Przestałam mu się wyrywać. Odwróciłam wzrok. Luke ? |
||
Od Joe C. D.
[...]
- Nic? - zmarszczyłem czoło. - Jesteś pewna?
Mój głos, nagle stał się zmysłowy. Natychmiast się uspokoiłem i roześmiałem. Trochę nerwowo, ale jednak. Rzuciłem jej figlarne spojrzenie.
(Cassie?)
- Nic? - zmarszczyłem czoło. - Jesteś pewna?
Mój głos, nagle stał się zmysłowy. Natychmiast się uspokoiłem i roześmiałem. Trochę nerwowo, ale jednak. Rzuciłem jej figlarne spojrzenie.
(Cassie?)
Od Cassie C. D.
- Pijany?
- Ale tylko trochę.
- Trochę, a jednak cię przyłapali.
- Wpadka. - zrobił niewinną minę.
Zaczęłam się śmiać. Poszliśmy dalej. Po drodze spotykaliśmy wielu uczniów i nauczycieli. Na końcu wyszliśmy na jakiś taras.
- Nie wiedziałam, że jest tu tak pięknie.
- Akademia skrywa jeszcze wiele tajemnic.
- Przede mną nie da się nic ukryć.
(Joe?)
- Ale tylko trochę.
- Trochę, a jednak cię przyłapali.
- Wpadka. - zrobił niewinną minę.
Zaczęłam się śmiać. Poszliśmy dalej. Po drodze spotykaliśmy wielu uczniów i nauczycieli. Na końcu wyszliśmy na jakiś taras.
- Nie wiedziałam, że jest tu tak pięknie.
- Akademia skrywa jeszcze wiele tajemnic.
- Przede mną nie da się nic ukryć.
(Joe?)
Od Luke' a C. D.
[...] Uśmiechnąłem się szeroko. Chwyciłem klamkę i otworzyłem drzwi.
- Zapraszam - wyszeptałem jej do ucha. Znalazłem się tuż za Dianą, bardzo blisko. Dziewczyna odgarnęła włosy i weszła.
- No, nieźle sobie mieszkasz - powiedziała i usiadła na fotelu. Upadłem na łóżko, uśmiechając się. Diana zaczęła się uważnie rozglądać.
(Diano?)
- Zapraszam - wyszeptałem jej do ucha. Znalazłem się tuż za Dianą, bardzo blisko. Dziewczyna odgarnęła włosy i weszła.
- No, nieźle sobie mieszkasz - powiedziała i usiadła na fotelu. Upadłem na łóżko, uśmiechając się. Diana zaczęła się uważnie rozglądać.
(Diano?)
Od Diany C. D.
Wyglądałam przez okno, a Luke cały czas się na mnie patrzył. Westchnęłam.
- Teraz to ty na mnie patrzysz. - spojrzałam na niego.
- Skąd że...
- Co jest za drzwiami?
Podeszłam do niego. Chciałam nacisnąć klamkę, ale Luke złapał mnie za nadgarstek i oparł mnie o ścianę.
- Tam jest moje królestwo.
- To mi je pokarz.
Schyliłam się i przeszłam szybko między jego nogami. Nacisnęłam klamkę o otworzyłam drzwi.
- Zaprosisz mnie czy nie? - uśmiechnęłam się.
(Luke?)
- Teraz to ty na mnie patrzysz. - spojrzałam na niego.
- Skąd że...
- Co jest za drzwiami?
Podeszłam do niego. Chciałam nacisnąć klamkę, ale Luke złapał mnie za nadgarstek i oparł mnie o ścianę.
- Tam jest moje królestwo.
- To mi je pokarz.
Schyliłam się i przeszłam szybko między jego nogami. Nacisnęłam klamkę o otworzyłam drzwi.
- Zaprosisz mnie czy nie? - uśmiechnęłam się.
(Luke?)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
