[...]
- No to chodźmy.
Poszliśmy dalej korytarzem , a światło
padało jedynie z niewielkiego płomyka. Nagle w dali dało się usłyszeć
kroki. Szybko zgasiłem światło i złapałem Chelle za rękę. Stanęliśmy pod
ścianą przy zakręcie w inny korytarz. Po kilku minutach w ciemności
dało się zobaczyć trochę sylwetki postaci. Na szczęście szybko odeszła ,
a ja i Chelle odetchnęliśmy z ulgą.
- Było blisko. - szepnąłem.
(Chelle?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz