środa, 27 lutego 2013

Od Charlotte


Chodziłam bez celu po pustym pokoju. Czułam w sobie przepaść, której nikt nie mógł przekroczyć, nikt nie potrafił. No prawie nikt... Były dwie osoby, Sally zakręcona narkomanka, która zaczęła się leczyć zawsze potrafił mnie zmotywować i Will mój, zabawny, nienormalny... Wyszłam na korytarz, jak zawsze dużo ludzi... Nikogo z kim chciałabym pogadać. Nagle na korytarzu pojawił się wysoki chłopak, szatyn. Rozpoznałam go od razu, podeszłam do niego.
- Cześć, przystojniaku!
- Hejka Lotte - przytulił się do mnie. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak kilka tygodni bez Ciebie to wieczność - pocałowałam go, spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Myślałem, że odnalazłaś swojego rycerza na białym koniu.
- Odnalazłam, odnalazłam - uśmiechnęłam się. - Ale i tak Cię kocham.
- Hmmm, kochasz czy ubóstwiasz?
- Ej, jeszcze Cię moim bożkiem nie zrobiłam! Ale kto wie. Idziemy gdzieś? Nudzi mi się tutaj!

(Will?)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz