Chodziłam bez celu po pustym pokoju.
Czułam w sobie przepaść, której nikt nie mógł przekroczyć, nikt nie
potrafił. No prawie nikt... Były dwie osoby, Sally zakręcona narkomanka,
która zaczęła się leczyć zawsze potrafił mnie zmotywować i Will mój,
zabawny, nienormalny... Wyszłam na korytarz, jak zawsze dużo ludzi...
Nikogo z kim chciałabym pogadać. Nagle na korytarzu pojawił się wysoki
chłopak, szatyn. Rozpoznałam go od razu, podeszłam do niego.
- Cześć, przystojniaku!
- Hejka Lotte - przytulił się do mnie. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak kilka tygodni bez Ciebie to wieczność - pocałowałam go, spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Myślałem, że odnalazłaś swojego rycerza na białym koniu.
- Odnalazłam, odnalazłam - uśmiechnęłam się. - Ale i tak Cię kocham.
- Hmmm, kochasz czy ubóstwiasz?
- Ej, jeszcze Cię moim bożkiem nie zrobiłam! Ale kto wie. Idziemy gdzieś? Nudzi mi się tutaj!
(Will?)
- Cześć, przystojniaku!
- Hejka Lotte - przytulił się do mnie. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak kilka tygodni bez Ciebie to wieczność - pocałowałam go, spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Myślałem, że odnalazłaś swojego rycerza na białym koniu.
- Odnalazłam, odnalazłam - uśmiechnęłam się. - Ale i tak Cię kocham.
- Hmmm, kochasz czy ubóstwiasz?
- Ej, jeszcze Cię moim bożkiem nie zrobiłam! Ale kto wie. Idziemy gdzieś? Nudzi mi się tutaj!
(Will?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz