-Gwen...pomóż mi...-jęknęłam spoglądając
błagalnie na dziewczynę. Była zbudowana tak jak jej ojciec. Przysadzista
ale nie gruba. Delikatnie przy kości. Dość niska. Jej matka to zupełne
przeciwieństwo. Chuda, nieprzyjemna. Źle jej z oczu patrzyło zawsze,
nawet jak wujek jeszcze żył. Gwen rozłożyła ręce w geście bezradności.
-Jeśli to była wola twojej matki to do 18-stki musisz tu zostać.-westchnęła. Jęknęłam cicho. -A co z dzieckiem?-szepnęłam -Nie mam pojęcia-odparła dziewczyna. Nastała cisza. -Co Ty byś zrobiła?-przerwałam milczenie -Ja? Szczerze? Usunęłabym to dziecko jak tylko bym się o nim dowiedziała. A teraz to...-mruknęła spoglądając na mój spory już brzuch-Teraz to oddałabym do sierocińca zaraz po urodzeniu. Nie chciałabym żeby dzieciak zniszczył mi życie. To wielka odpowiedzialność. Jej słowa mnie sparaliżowały. Z drugiej strony ma trochę racji...Zadzwonił Luke. -Gdzie jesteś?-spytał z nutą zmartwienia w głosie. Opowiedziałam mu wszystko. <Luke?> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz