[...] Kiwnąłem twierdząco głową, przybierając twarz niewiniątka. Cassie roześmiała się i założyła włosy za ucho.
- To prowadź.
- Okey, Księżniczko - rzuciłem jej figlarne spojrzenie i zacząłem kierować się do lochów. Wiedziałem, że mi się przygląda, choć byłem z przodu. To się czuje na skórze. W czasie, gdy zmierzaliśmy do lochów, wyczarowałem w dłoni błękitną różę i wplotłem znienacka Cassie we włosy. Chciała zdjąć kwiat, ale ją powstrzymałem.
- Spokojnie, wyglądasz z nim pięknie - zapewniłem z uśmiechem. Cassie odwzajemniła dotyk mojej dłoni. Po chwili puściłem ją, nieco speszony. W milczeniu dotarliśmy do lochów.
- Spójrz - wskazałem na schody prowadzące do podziemi. - To tutaj. A klucz mam przy sobie.
Wyszczerzyłem zawadiacko zęby i pokazałem mały, pokryty rdzą kluczyk.
- Skąd go masz? - spytała, marszcząc zabawnie czoło.
- Powiedzmy, że nie byłem, aż tak pijany, by go przeoczyć.
(Cassie?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz