Luke wyjechał. Miał przyjeżdżać co 4 dni.
Spóźnił się. Dzień. Drugi. Trzeci. Nie odbierał moich telefonów.
Zaczęłam się martwić. Wynajmowałam jak na razie mieszkanie które
załatwiła mi ciotka.
Byłam po nieprzespanej nocy. Nawet nie pamiętałam której to już z rzędu po urodzeniu dziecka. Podeszłam do lustra. Miałam podkrążone, matowe oczy. Bez dawnego blasku. Schudłam. Wyglądałam jak jedno wielkie nieszczęście. Przetarłam ręką twarz. Bolała mnie głowa, wszystko mnie bolało. Szukałam przeciwbólowych leków. Wzięłam parę, może paręnaście jakichś tabletek i poszłam spać. Obudziłam się około 3. Potworny ból zarówno żołądka jak i głowy mnie rozrywał. Resztkami sił doszłam do toalety. Zatoczyłam się i upadłam na zimną posadzkę. Już miałam przed oczami wizję własnej śmierci. Głupiej śmierci. <Ciąg dalszy chyba nastąpi XD> |
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz