[...] Zostałem w miejscu. Nie powinniśmy do siebie wrócić, a na nowo zacząć budować uczucie. Zobaczyć, czy nam wyjdzie... Po tym wszystkim. Kilka godzin wędrowałem po korytarzu ze spuszczoną głową. Knykcie zbielały po ich zaciskaniu. Charlotte znalazłem na skraju lasu. W tym samym miejscu... Coś ją tutaj przyzywało. Nie wiedziałem co, ale Lotte wyczuwała jakieś dobrą, jakąś potężną moc na tej polanie. Podniosłem ją czule i zaniosłem do swojego pokoju. Opatrzyłem ranę na głowie, starłem rozmazany makijaż. W milczeniu obserwowałem jej łagodną twarz. Po jakimś czasie odzyskała przytomność. Byłem jedynie w ręczniku, od pasa w dół.
- Szarlotko. Oboje cierpieliśmy. Więc proszę Cię o jedno. Pozwól mi znów być Twój, a Ty moja. I nigdy więcej nie rozmawiajmy o tamtej dziewczynie. Nie pozwolę, aby znów mi Cię odebrała - powiedziałem i zacząłem ją namiętnie całować, przyciągając do mojego nagiego ciała.
(Charlotte?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz