W pewnym momencie podszedł do mnie lekarz.
- Pani może opuścić szpital. Dostanie pani leki wzmacniające, nic więcej nie możemy zrobić. - Do-dobrze. - jęknęłam. Lekarz wyszedł z sali. - Joe... Ja lepiej pójdę... Mam nadzieje, że oboje się wybudzą... Miałam wyrzuty sumienia. Cały czas dręczyły mnie myśli o Lindsey, Luke'u i ich dziecku. Tyle musieli przejść... Wyszłam z sali. Wyrwałam pielęgniarce leki i receptę. Zażyłam kilka na raz. Ruszyłam w kierunku Akademii. Joe ? |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz