[...] Wybudziłem się ze śpiączki i
pierwszym, o czym pomyślałem, było: 'Leo, Lindsey, Hiukset, bracia,
cholera, co ja tu robię?'. Przypomniałem sobie upadek. Krew. Nagła moc
od strony Hiukset. A potem okropna pustka... Jakaś pielęgniarka podeszła
do mnie z uśmiechem na ustach.
- Ile dni spałem? - zapytałem leniwie.
- Aż 8, chłopcze - zamrugała oczami. Poderwałem się gwałtownie, ale kobieta mnie powstrzymała.
- Muszę wyjść... - mamrotałem. Ale niespodziewanie, przede mną pojawiła się Catharina.
- Jesteś mój, rozumiesz? Nie tej ku*wy, tylko mój - syknęła. Aż odpłynąłem.
(...)
Gdy się potem obudziłem, byłem sam. Wykorzystałem moment, ukradłem siły
od Matki Natury i uciekłem. Na boso, półnagi dotarłem na dworzec.
Wyglądałem jak narkoman po działce. Udało mi się złapać pociąg do
Alabamy. Spałem całą podróż. Swoje kroki od razu skierowałem do
mieszkania, które wynajmowała Lindsey. Ale... Nikogo tam nie było. Nie
zdawałem sobie sprawy z tego, co robię. Cały zamroczony dotarłem do
szpitala. Nie wiem, jak znalazłem się przy Lin. Po prostu nagle przy
niej byłem. Był moment, w którym nie wiedziałem, kim jestem. I nagle
siedziałem przy łóżku Lindsey, trzymając ją za rękę i tłumacząc, aby
więcej tego nie robiła. Zamilkłem gwałtownie.
(Lindsey?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz