[...]
- Nienawidzę jej! Nienawidzę, nienawidzę, nienawidzę! - zacząłem wrzeszczeć. Cassie cofnęła się krok do tyłu, zaskoczona moim wybuchem. Wziąłem głęboki oddech i cisnąłem kulą w drzwi. Ani drgnęły, a kula nie wyrządziła im żadnej krzywdy. Zakląłem pod nosem.
- To ona to zrobiła? - spytała Cassie.
- Tak. Jestem pewien. Jej magia jest silna; nie czujesz tego zapachu?
- Jakiego?
- Tej... Ostrej, ale słodkiej mieszanki... Płonących kwiatów. Palących się łodyg, kielichów, płatków.
- Czuję, ale nie spodziewałam się, że tak pachnie jej moc... Że w ogóle pachnie.
- Ona nadaje każdemu swojemu czarowi posmak swojego charakteru. Nie wiem jak to robi, ale jest cholernie silne.
- To jak wejdziemy?
- Dzwonię do brata - powiedziałem i sięgnąłem po telefon. Wybrałem numer do Jaspera, ponieważ Luke wyjechał gdzieś dziś rano.
- Tak? - rzucił niedbale Jasper.
- Musisz coś zrobić. Wyjdź przed budynek szkoły - i rozłączyłem się. Jasper pojawił się po 5 minutach.
- Czego chcesz, Joe? - spytał, zaspany.
- Nie możemy wejść do Akademii.
- Co? - nie zrozumiał.
- Mieliśmy... Nieprzyjemne spotkanie z Cathariną. Potrzebny nam Luke, abyśmy mogli wejść. Drzwi, Akademia nam nie pozwala. Catharina zdejmie czar, gdy tylko on znajdzie się w jej łóżku - prychnąłem.
- Ale on wyjechał. Do Alabamy.
- Wiem. I dlatego jesteś mi potrzebny. Musimy gdzieś przeczekać, aż wróci. Masz jakieś pomysły? A Ty, Cassie? A właśnie, nie przedstawiłem Was. Cassie, to mój starszy brat, Jasper. Jasper, poznaj Cassie.
(Cassie?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz