Jechałam autobusem. Byłam zaspana, rozkojarzona, a w głowie kołowały mi się myśli. Puściłam jakąś smętną piosenkę i zasnęłam.
**Po dojeździe i ślubie Alice**
Cała ceremonia była wprost wymarzona. Alice w sukni ślubnej z tatuażami na całych rękach i kolczykach w wargach i w uszach. Nathan - ''wybranek'' panny młodej - był ubrany w garnitur, ale nie wyglądał zbyt poważnie. Także miał tatuaże na całym ciele. Po ślubie, złożyłam im życzenia. Jedyne na co czekałam to, na wesele. Chciałam się upić za wszystkie czasy. Po kilku kieliszkach wódki, dosiadł się do mnie dziewiętnastoletni chłopak. Nawet przystojny, ale nie miałam ochoty na romanse.
- Czemu taka ślicznotka siedzi sama ? - zapytał.
- Bo mam taki kaprys. - powiedziałam sucho.
- A jak się nazywasz ?
- A co cię to obchodzi ? - wypiłam kolejny kieliszek.
- Ostra dziewczyna. Lubię takie. - jego ręka była w bardzo bliskiej odległości od mojej nogi.
- Spróbuj mnie tylko dotknąć, a pożałujesz.
Popatrzyłam w dal i ścisnęłam trzymany kieliszek. Wstałam bez słowa i ruszyłam do wyjścia. Słyszałam za sobą jego kroki. Gdy wyszłam na zewnątrz, podbiegł do mnie i chwycił od tyłu.
- Tak łatwo i nie uciekniesz. - wyszeptał.
Wzbierała we mnie złość. Kopnęłam go w krocze. Gdy upadł, kilka razy go kopnęłam.
- I tylko spróbuj, dotknąć jakąś inną dziewczynę. - warknęłam.
Kucnęłam i popatrzyłam mu w oczy.
- Teraz o wszystkim zapomnisz.
Zachwiał się i zasnął. Magia tego typu, bardzo mnie wyczerpywała. Wróciłam na salę. Dopiłam kilka kieliszków, pożegnałam się z młodymi i podążyłam do pokoju hotelowego.
<Reszta, za chwilę. Dokończę :D>
**Po dojeździe i ślubie Alice**
Cała ceremonia była wprost wymarzona. Alice w sukni ślubnej z tatuażami na całych rękach i kolczykach w wargach i w uszach. Nathan - ''wybranek'' panny młodej - był ubrany w garnitur, ale nie wyglądał zbyt poważnie. Także miał tatuaże na całym ciele. Po ślubie, złożyłam im życzenia. Jedyne na co czekałam to, na wesele. Chciałam się upić za wszystkie czasy. Po kilku kieliszkach wódki, dosiadł się do mnie dziewiętnastoletni chłopak. Nawet przystojny, ale nie miałam ochoty na romanse.
- Czemu taka ślicznotka siedzi sama ? - zapytał.
- Bo mam taki kaprys. - powiedziałam sucho.
- A jak się nazywasz ?
- A co cię to obchodzi ? - wypiłam kolejny kieliszek.
- Ostra dziewczyna. Lubię takie. - jego ręka była w bardzo bliskiej odległości od mojej nogi.
- Spróbuj mnie tylko dotknąć, a pożałujesz.
Popatrzyłam w dal i ścisnęłam trzymany kieliszek. Wstałam bez słowa i ruszyłam do wyjścia. Słyszałam za sobą jego kroki. Gdy wyszłam na zewnątrz, podbiegł do mnie i chwycił od tyłu.
- Tak łatwo i nie uciekniesz. - wyszeptał.
Wzbierała we mnie złość. Kopnęłam go w krocze. Gdy upadł, kilka razy go kopnęłam.
- I tylko spróbuj, dotknąć jakąś inną dziewczynę. - warknęłam.
Kucnęłam i popatrzyłam mu w oczy.
- Teraz o wszystkim zapomnisz.
Zachwiał się i zasnął. Magia tego typu, bardzo mnie wyczerpywała. Wróciłam na salę. Dopiłam kilka kieliszków, pożegnałam się z młodymi i podążyłam do pokoju hotelowego.
<Reszta, za chwilę. Dokończę :D>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz